Marcin Piróg, prezes Carlsberg Polska, zapowiedział, że we wrześniu odejdzie z firmy. Nic więcej oficjalnie nie wiadomo, ale można domyślać się, że ta decyzja była jednak związana z wynikami biznesowymi spółki. Carlsberg ma dumne miano trzeciej na rynku piwnym siły, ale na tle dwóch konkurentów - Kompanii Piwowarskiej i Grupy Żywiec - wypada blado. Obecnie udziały można szacować na 13 proc. i dystans do rywali cały czas się zwiększa.
Firma ma kilka słabych punków. Po pierwsze, brak marki mainstream. Kiedyś był nią Okocim, ale potencjał brandu został zmarnowany i teraz nie ma w portfelu Carlsberga piwa, które mogłoby konkurować z Tyskim i Warką.
Po drugie, kontrowersyjna strategia dla brandu Carlsberg. Obniżanie ceny wzmocniło sprzedaż wolumenową, ale czy wizerunek i marże na tym nie ucierpiały? Carlberg inwestuje miliony w telewizję, a przecież segment piw międzynarodowych to tylko nisza. Czy warto?
Po trzecie, słabsze niż rywal marki regionalne. Piast i Kasztelan mają się dobrze, ale nie można tego porównać z wolumenami osiąganymi np. przez Specjal Grupy Żywiec.
Po czwarte, brak odpowiedniej siły przebicia w gastronomii. Kanał ten służy i do sprzedaży, i do promocji.
Osobiście lubię piwa od Carlsberga, a niepasteryzowany Kasztelan to czysta poezja. Polecam też spróbować Harnasia i zaręczam, że to piwo znacznie lepsze niż konkurencyjny Żubr, którego sprzedaje się kilka razy więcej. Ale co się stało z marketingiem?
Rynek piwa to prawdziwe pole bitwy i każda marka musi mieć swoją big idea. Do tego potrzebna jest dobra egzekucja. Każdy marketer ma na swoim koncie wpadki i nawet Kompania Piwowarska się ich nie ustrzegła - weźmy przykład Dog in the Fog czy Pilsner Urquell. Sprawy w Carlsbergu jednak przybrały zbyt niepokojący obrót.
Napisany przez Tomasz Wygnański 10 lipiec 2008, 15:10
2 Komentarze/y »