TVP nie chce transmitować uroczystości Wałęsy

Lech Wałęsa chce zaprosić plejadę gwiazd na swoje 65. urodziny i 25. lecie otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Jubilatowi ma zaśpiewać m.in. Natalie Cole. Trwają starania o Rolling Stonesów. A Wałęsie jako laureatowi prestiżowego wyróżnienia mają podawać dłonie m.in. Bono, Bob Geldof, ba, nawet Dalajlama.

Otoczenie byłego prezydenta PR stara się, by odchody wielkich wydarzeń na jego cześć transmitowała TVP. A ta się boczy, tym bardziej że miałaby partycypować w kosztach zarówno transmisji koncertu, jak i licencji, czyli zapłacić część honorariów artystów. O tym wszystkim donosi „Dziennik”.

Przygotowania do uroczystości Lecha Wałęsy mają pewnie choć na trochę przymknąć temat TW „Bolka” i pokazać narodowi twarz światowca byłego prezydenta, który świetnie porusza się pomiędzy gwiazdami rocka i duchowym przywódcą Tybetańczyków. Tak jak oni jest po prostu wielki. Tylko TVP nie pozwala mu wystarczająco mocno świecić.

Baby boom szybko urośnie i co wtedy?

Są już dowody na to, że dla producentów żywności dla dzieci idą w Polsce prawdziwe żniwa. Dowody, to liczby, które podaje dziś „Polska” korzystając z badań ACNielsena. Wartość rynku branży w br. przekroczy 800 mln zł, rok wcześniej wyniosła 720 mln, za rok sięgnie 1 miliarda.

Dlaczego? Rodzi się nas coraz więcej, wbrew pesymistycznym doniesieniom z różnych źródeł. Takiego baby boom nie było od 10 lat. Poza tym rosną zarobki rodziców, ale mają coraz mniej czasu, żeby przebywać w domu i  przygotowywać posiłki dla malców. Znacznie łatwiej, szybciej i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku otworzyć słoiczek pełen składników niezbędnych dla wzrostu.

„Polska” nie zajęła się jeszcze jednym wątkiem. Otóż zmienił się model rodziny. Babcie wychwalające rosołek własnej produkcji już zwykle nie mieszkają z młodymi. Są tylko wzywane do nich w nagłej potrzebie, a tam nie czują się jak u siebie i nie wtrącają w sposób żywienia wnucząt.

Dla równowagi „Polska” zamieszcza dziś też tekst o rosnącym spożyciu alkoholu w Polsce. Ministerstwo Zdrowia bije na alarm, będzie wprowadzać restrykcje, zaproponuje m.in. ograniczony czas na reklamę piwa.

Jestem za. Niech próbują różnymi metodami zwalczać picie piwa w tramwajach, parkach, na ulicy. Takich przypadków jest coraz więcej. I coraz więcej w picie piwa w miejscach publicznych „bawi” się młodych osób,  w tym wiele dziewcząt. Jeśli teraz nie wprowadzi się większych ograniczeń, to za kilkanaście lat dzisiejszy baby boom już nie będzie miał takiej słodkiej buzi jak dzisiaj.

Czy Niemcy wygrają Euro 2008?

Mniemam, że większość rodaków kibicowała w ćwierćfinale Euro Portugalii walczącej z Niemcami. Nasze kciuki nie pomogły, niestety.

Tymczasem dzisiejsza „Rzeczpospolita”, za dziennikiem „Blick” przynosi informację zatytułowaną „Szwajcarski błąd”. Otóż tamtejsza telewizja SRG przed meczem Niemców z Austriakami wyemitowała hymn niemiecki w wersji nazistowskiej. Aktualna wersja ogranicza się do trzeciej zwrotki, w czasach III Rzeszy śpiewano tylko pierwszą. - To niewybaczalny błąd - pisze „Blick”.

Może rozpoczniemy zakłady, czy po finale Euro śmielej będą puszczać w eter “Deutschland, Deutschland uber alles”?

Wałęsa w „Fakcie”: wielce wstrząsający materiał

Historia kamery zainstalowanej w małżeńskiej alkowie Lecha Wałęsy jest głównym wątkiem w dzisiejszym głosie „Faktu” na temat TW Bolka. Były prezydent, jak podkreśla „Fakt”, dla jego czytelników udzielił wstrząsającego wywiadu. Mówi, że oni filmowali go nago, że oni przesłali mu zdjęcia jego narządów. Dziennik ilustruje znęcanie się SB nad prywatnością Wałęsy zdjęciami z rodzinnego albumu lidera “Solidarności”. Na jednym on z żoną Danutą „cieszą się sobą”, na drugim synek myje włosy tacie, na trzecim tata robi jajecznicę.

„Fakt” popisał się po raz kolejny pomysłowością i umiejętnością dochodzenia do źródeł. Po swojemu, już od jedynki, podszedł do rozbuchanego tematu Bolka i wyeksponował w nim to, co ludzi ciekawi i bawi, i przede wszystkim pozwala zdystansować się od ciężkiej polityki.

Kilka dni temu klęskę naszych na Euro 2008 „Fakt” podsumował też w wyjątkowy sposób. Sfotografował zblazowanych (i nagich) działaczy PZPN. Wszystkie inne dzienniki były bardziej przewidywalne. Pokazywały zatroskanego Leo i spuszczone głowy naszych piłkarzy.

Jedynkę dzisiejszego konkurencyjnego „Super Expressu” zapełniły natomiast: wąsy piosenkarki Kasi Cerekwickiej, ekscesy Kuby Wojewódzkiego i tragedia rodziny z województwa łódzkiego.

Leo przygotowany na masowy obstrzał

„Fakt” naśmiewa się z dosłownie nagich działaczy PZPN na patio luksusowego hotelu, którym losy polskiej piłki są obojętne. „Super Express” wyzywa Leo Beenhakkera, by oddał pieniądze Borucowi. „Polska” zachęca Leo i szefa PZPN Listkiewicza do odejścia. „Dziennik” spokojnie na jedynce: „Euro, do widzenia” i nie dopuszcza, by Leo odszedł. „Gazeta” z odcieniem humoru stwierdza w tytule tekstu: „Słabszych, niestety, nie było”, a „Rzeczpospolita” dziś ma swój dominujący temat, czyli teczkę Bolka.

Niepowodzenie naszych na Euro komentowane jest na gorąco, na różnym poziomie. Zależy, czy to tabloid weźmie się za opinię, czy dziennik opiniotwórczy poszuka sensacji.

Życzę sobie, tak samo, jak komentatorzy dzisiejszego „Dziennika”, żeby Leo został. On sam pytany o przyszłość mówi, że już dawno się zadeklarował przedłużając kontrakt do listopada 2009 r. Jest nam potrzebny nie tylko jako trener, ale także w roli lustra. Powiedział „Dziennikowi”, że jest przygotowany na polskie piekiełko, bo wielu jest u nas takich, którzy lubią, gdy innym się nie układa.

Media na siłę próbują się z nim spoufalić. Wołają do niego: Leo! Leo!, bo to takie zachodnie mówić niezależnie od wieku po imieniu do każdego. Leo przyjmuje to ze spokojem, ale dystansu do siebie nie skraca. Ma klasę, która przyda się wielu naszym publicznym bohaterom.

Niech media dadzą dzieciom więcej spokoju

Dzieci zwracają uwagę. Tematem medialnym są wymarzonym. Wzruszają, bawią, zadziwiają. Łatwo dzieci w mediach wciągnąć w pułapkę. Ich kosztem przyciągnąć czytelników czy widzów.

Wygląda na to, że rodzice małego Krzysia chorego na raka zgodzili się na fotoreportaż o nim w „Super Expressie”. Wątpię, by głębiej zastanawiali się nad jego formułą. A chłopiec też poczuł szczęście, że będzie w gazecie. Historia dotyczy przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej przez Krzysia w domu.

W otoczeniu innych tematów typowych dla tabloidów materiał o Krzysiu wypada niestosownie. Gazeta gra emocjami, ale musi czasem zwracać uwagę na czerwone światło. Znak stopu zapala się przy dzieciach. Im należy się szczególna ochrona. Z historii Krzysia zrobiono wyciskacz łez.

W tym samym „Super Expressie” dzieci występują jeszcze parokrotnie: dziewczynka poparzona przez barszcz Sosnowskiego, Mikołajek, który uciekł rodzicom, nienarodzona jeszcze pociecha aktorki. Mikołajek jest też bohaterem „Faktu” tego samego dnia, poza tym opisano w tym dzienniku dziecko skatowane przez macochę i roczną córeczkę pewnej znanej pary.

Hitem dzienników opiniotwórczych jest zaś ciąża 14-latki.

Wellman z klękania robi swój znak rozpoznawczy

Dorota Wellman, popularna i wyrazista dziennikarska TVN, padła na kolano przed prezydentem Lechem Kaczyńskim. Był to gest przeprosin za pomylenie go z Lechem Wałęsą podczas obchodów Dnia Szkoły bez Przemocy, które Wellman prowadziła.

Lecha z Lechem pomylić łatwo, ale takiego Lecha z takim Lechem nie sposób, tym bardziej, że antagonizm między prezydentami podsycony został ostatnio za sprawą agenta Bolka.

Wellman mogła się naturalnie przejęzyczyć, ale też mogła celowo sprowokować takie małe nieporozumienie, nadać uroczystości nieco pikanterii. Padając na kolano kabaretową atmosferę tylko podgrzała. Można było podejść do prezydenta i zachować się mniej ostentacyjnie.

Dorota Wellman sięga po uniżoną formę kontaktów międzyludzkich nie po raz pierwszy. Ostatnio, pamiętam jak klękała na scenie z Marcinem Prokopem w duecie na imprezie miesięcznika „Glamour”, od którego odbierała nagrodę. Może to jej znak rozpoznawczy?

A kto napisał o co chodziło z tym Dniem Szkoły bez Przemocy?

Eurodeputowana wymienia negatywne skutki koncetracji mediów

Funkcjonowaniem mediów w skali makro zajęła się Komisja Kultury Parlamentu Europejskiego. Dyskutuje nad skutkami koncentracji branży. Podstawą do rozważań jest raport przygotowany przez eurodeputowaną Marianne Mikko.

Wylicza główne negatywne efekty koncentracji mediów, jak np. brak różnorodności oferty czy nieliczenie się ze związkami zawodowymi zwłaszcza w krajach, które nie są krajami pochodzenia koncernu. Choć pozytywnym znakiem czasów w mediach wydaje się być rosnący współudział ich odbiorców w tworzeniu kontentu - bo np. zdjęcia zrobione przez amatorów-świadków ważnych zdarzeń coraz częściej ilustrują jedynkowe teksty - ale są jakościowe słabe i obniżają całościową ocenę tytułu. Ten z kolei nie jest zbyt skory, by płacić nieprofesjonalistom godne pieniądze za wyjątkowe ujęcie.

Organizacje dziennikarskie od dawna apelują do Komisji Europejskiej, by zajęła się wzmocnieniem konkurencji na rynku mediów, ale odbijają się od ściany, bo interesy wielkich koncernów często splatają się z interesami rządzących, jak komentuje dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

Wielkie firmy, także mediowe, są kolosami obliczonymi na zysk. Giganci poruszają się szybko, wychwytują każdą okazję, by przejąć pasujący do nich nowy biznes. Samotni strzelcy w światowej gospodarce nigdy nie będą dla nich konkurencją, ale mogą w lokalnym wymiarze postawić na wyjątkowe pomysły, szlifować jakość, a przede wszystkim cieszyć się niezależnością.