Wypatrując kawiarni przy autostradach

Kawa płynąć będzie strumieniami. Do otworzenia sieci poza stacjami paliw przymierzają się u nas BP i PKN Orlen. Atutem ma być cena - za espresso podobno nie więcej niż 4 zł. Mam nadzieję, że nie za cenę przyjemności smakowych.

Apeluję, żeby koncerny paliwowe, zważywszy na swoją specyfikę, pomyślały przede wszystkim o podróżujących i - dokładnie tak jak obiecują, czyli poza stacjami - rozsiały swoje kawiarnie przy drogach, w tym przy nielicznych, ale przecież budujących się na potęgę, polskich autostradach. Ostatnio zawiódł mnie odcinek autostrady od Poznania w stronę Warszawy. Nie dość, że choć nowy, to co chwila w remontach, to wielce ubożuchny gastronomicznie.

Zamiast rywalizować w wielkich miastach z Coffeeheaven czy z czającym się u progu Starbucksem, może lepiej, aby Wild Bean Cafe BP i Stop Cafe PKN Orlen zajęły pozycje w nieco innym obszarze.

„Sztuka życia” - przystanek w strumieniu opinii

„Polityka” w dzisiejszym wydaniu zapowiada, że za tydzień ukaże się z nowym bezpłatnym dodatkiem „Sztuka życia”, a w nim m.in.: wywiady i sylwetki, tekst o samurajskich mieczach czy filozofia dobrego ubioru. Dwa dni temu zobaczyliśmy „Newsweek” w nowej oprawie. „Wprost” zapowiada, że przygotowuje się do wielkiego skoku.

Wystarczy, że jeden gracz w grupie poruszy strunę, a reakcja konkurencji jest pewna. Inaczej zostanie w tyle. Tygodniki opinii wyciągnęły lekcję z ciągłych spadków sprzedaży i na poważnie wzięły się do pracy. To czytelnicy dali wydawcom do zrozumienia, że czekają na zmiany. I oto właśnie się zaczęły.

Dostrzegam wspólny mianownik: tygodniki opinii nie chcą już przynudzać przydługimi rozważaniami o scenie politycznej. Stają bliżej ludzi, znanych i nieznanych, śledzą ich losy, rozmawiają z nimi i, co godne podkreślenia, stawiają na kulturę, którą zawsze warto promować, bo - bawiąc się w rymy - podnosi codzienność ponad przeciętność. „Newsweek” przesunął do przodu dział kultura, dotychczas zamykający numer. A tytuł zapowiadanego dodatku „Polityki” mówi sam za siebie.

Newsy, a właściwie newsiki o gwiazdach

Nie wszystkie znane osoby pasują do pism o gwiazdach. Powiedziałabym nawet, że jest wiele takich osób. Pracują w filmie, śpiewają, tańczą, ale nie chcą pływać w basenie z plotkami. Nie zabiegają, by śledzić każdy ich krok.

Taką osobą jest, myślę, aktorka Hanna Mikuć. Lubię ją za wrażliwość. Ma troje już dużych dzieci. Jej mężem był Piotr Sobociński, wybitny operator. Nie żyje od kilku lat. Hanna Mikuć jest bardzo rodzinna i zapewne dlatego mniej gra niż wtedy, kiedy zaczynała karierę. Ostatnio związała się z tasiemcem „M jak miłość”.

„Gwiazdy”, piątkowy dodatek „Faktu”, łapie Hannę Mikuć w centrum handlowym, gdy niesie torbę z kanapkami. Daje nagłówek: „Nie gotuje”. I już jest historia, a właściwie historyjka. Nie przystaje w żaden sposób do osobowości aktorki. Do tego historyjka wygląda na ukłon w stronę sieci Subway, bo logo na zdjęciu jest dobrze wyeksponowane.

Pismom o gwiazdach czasem przyda się więcej wyczucia w gonitwie za newsami.

Czarnecki śpi coraz spokojniej

„Puls Biznesu” w subiektywnym rankingu podsumowującym kwartalne osiągnięcia spółek giełdowych w najbardziej prestiżowej kategorii, czyli spółka kwartału, przyznał ten tytuł inwestorowi Leszkowi Czarneckiemu, twórcy finansowego Getin Holdingu, Noble Banku i LC Corp. W uzasadnieniu dziennik napisał, że Czarnecki wygrał symbolicznie. Bo pomimo informacji o jego współpracy z SB inwestorzy - pisze „Puls Biznesu” - zachowali zdrowy rozsądek. Giełda wygrała z demonami przeszłości.

Czarneckiemu się chyba już udało. Nie znajdzie się wśród tych, którym ujawnienie teczek nie pozwoliło na dalszy marsz w mediach, polityce, biznesie. Podobno wiele zawdzięcza współpracownikom, parterom w biznesie, znajomym, którzy stanęli za nim murem i ogłosili, że o wszystkim, co dotyczy tajnej przeszłości Czarneckiego, wiedzieli już wcześniej.

Mam jednak poczucie niesmaku. Nie należę do kręgu znajomych Czarneckiego, więc akurat nie wiem, jak dalece zabrnął biznesmen w swojej gotowości współpracy z SB. Czy to była tylko gotowość młodzieńca po maturze, czy konkretne działania i korzyści, które potem zaprocentowały?

Historia krótkiego upadku Czarneckiego i jego szybkiego odbicia się od dna nasuwa refleksję nad ilością tzw. czystych życiorysów w obszarze wielkich pieniędzy.

Jak to z Cyprem jest i było

Sprzedaż udziałów AWR „Wprost”, a następnie Polsatu spółkom zarejestrowanym na Cyprze wzbudza wiele emocji. Cypr kojarzony jest jako raj podatkowy, stąd prosta droga do następnego skojarzenia, że obie nasze spółki mediowe coś kombinują, chcą wykiwać polskie urzędy i zaoszczędzić kupę szmalu.

Dzisiejsza „Gazeta Prawna” (31 lipca) zamieszcza ciekawą rozmowę na ten temat z Jarosławem Kozińskim, partnerem w Ernst & Young. Wyjaśnia on na przykładzie Polsatu, na czym polega mechanizm przenoszenia udziałów na Cypr, a co najważniejsze, mówi, że wszystko dzieje się bez tajemniczej woalki.

Cypr nie jest już rajem podatkowym (a był nim jakiś czas temu), ale oferuje - wyjaśnia ekspert - korzystne rozwiązania podatkowe i jednocześnie kraj ten jest akceptowany przez międzynarodową społeczność jako ten, z którym można prowadzić normalny obrót. Nie jest szkodliwy, ale jest konkurencyjny.

Wniosek jest taki, że AWR „Wprost” i Polsat sięgnęły zatem po powszechny zabieg przy budowaniu wartości spółki przed jej sprzedażą, przenosząc udziały za granicę.

Woleliśmy nadajnik na Pałacu; kto także?

Kilkunastopiętrowy blok w niedalekim sąsiedztwie naszej kamienicy dziś rano pozbawił moje dzieci wakacyjnej przyjemności oglądania programów dla najmłodszych. I taki to los zgotowały nam szumne przenosiny nadajników telewizyjnych z Pałacu Kultury i Nauki do miejscowości Łazy pod Warszawą. Miało być lepiej, z większą mocą i na większą odległość.

Zaalarmowany tata pobiegł na dach wojować z anteną. Na nic wysiłki. Nie obędzie się bez zawołania firmy instalatorskiej. W desperacji możemy wyburzyć blok - bezpośredniego sprawcę. Możemy też kupić satelitę, podpisać umowę z kablówką. Tak czy inaczej - mamy kłopot. Jak wiele jeszcze osób w Warszawie i okolicach?
Dawniej chciałam mieć dom bez telewizji. Uległam dzieciom i domowym kibicom sportowym. Dziś czegoś mi brakuje. Lubię obejrzeć dobry film animowany w towarzystwie moich pociech, jak w ostatnią niedzielę w TVP1 „Przepowiednię żab” (cudo francuskiej produkcji). Tymczasem (stan na godz. 14 we wtorek) jedynie TVP2 widoczne tylko w zarysach, a reszta oferty - jeden wielki szum.

Młodzi reporterzy TVN Warszawa już w pogoni

Podobno jeden z urzędników stołecznego ratusza skarżył się, że powstająca TVN Warszawa pewnego dnia pozbawiła go możliwości pracy, bo postanowiła wywieźć go na koniec miasta, aby w konkretnym pejzażu nakręcić z nim króciutką wypowiedź, która to zresztą nie znajdzie się na antenie, bo stacja na razie przygotowuje materiały do puszki. Jej start spodziewany jest na przełomie października i listopada.

Można tylko pochwalić TVN Warszawa za dziennikarską sumienność i nieszczędzenie kosztów na programy próbne. Ramówka wciąż powstaje, ale młodzi reporterzy już biegają po mieście i okolicach. Szefowie oczekują od nich dwóch programów dziennie. Przez cały dzień stacja ma nadawać na żywo.

Brzmi bajecznie, wzorcowo. Zapowiedzi TVN Warszawa kuszą dynamicznym tempem programów i różnorodnością tematów. Czekam jesienią na medialny cud nad Wisłą.

Yamamoto ubiera starszych panów

Seniorzy pojawili się na wybiegu na pokazie mody męskiej w Paryżu. Kreacje dla nich autorstwa Yohij Yamamoto publiczność tygodnia mody w stolicy Francji przyjęła z aprobatą, jak pisze Joanna Bojańczyk w „Rzeczpospolitej”.

Podkreślę: nie ma mowy o euforii, ale o aprobacie. Zaledwie.

Nie byłam, nie widziałam, ale dla mnie to kolejny przełom w procesie doceniania osób starszych. Tym razem zwrócono uwagę nie tylko na to, o czym już powszechnie się mówi, że seniorzy mają pieniądze i stać ich na wiele dóbr, na dalekie wyjazdy i tak dalej. Yamamoto, pan już 70-letni, pokazał, że jego pokolenie, seniorzy mogą naprawdę fajnie wyglądać. Bawić się modą, ale nie igrać ze swoim wiekiem, nie wystawiać się na śmieszność.

Dojrzali nie chcą się kryć i garbić, zakładać na siebie czegokolwiek, ale chcą być modni i dumnie paradować na ulicach. Przyjdzie czas, że młodsi pozazdroszczą im klasy.