Czarnecki śpi coraz spokojniej

„Puls Biznesu” w subiektywnym rankingu podsumowującym kwartalne osiągnięcia spółek giełdowych w najbardziej prestiżowej kategorii, czyli spółka kwartału, przyznał ten tytuł inwestorowi Leszkowi Czarneckiemu, twórcy finansowego Getin Holdingu, Noble Banku i LC Corp. W uzasadnieniu dziennik napisał, że Czarnecki wygrał symbolicznie. Bo pomimo informacji o jego współpracy z SB inwestorzy - pisze „Puls Biznesu” - zachowali zdrowy rozsądek. Giełda wygrała z demonami przeszłości.

Czarneckiemu się chyba już udało. Nie znajdzie się wśród tych, którym ujawnienie teczek nie pozwoliło na dalszy marsz w mediach, polityce, biznesie. Podobno wiele zawdzięcza współpracownikom, parterom w biznesie, znajomym, którzy stanęli za nim murem i ogłosili, że o wszystkim, co dotyczy tajnej przeszłości Czarneckiego, wiedzieli już wcześniej.

Mam jednak poczucie niesmaku. Nie należę do kręgu znajomych Czarneckiego, więc akurat nie wiem, jak dalece zabrnął biznesmen w swojej gotowości współpracy z SB. Czy to była tylko gotowość młodzieńca po maturze, czy konkretne działania i korzyści, które potem zaprocentowały?

Historia krótkiego upadku Czarneckiego i jego szybkiego odbicia się od dna nasuwa refleksję nad ilością tzw. czystych życiorysów w obszarze wielkich pieniędzy.

Jak to z Cyprem jest i było

Sprzedaż udziałów AWR „Wprost”, a następnie Polsatu spółkom zarejestrowanym na Cyprze wzbudza wiele emocji. Cypr kojarzony jest jako raj podatkowy, stąd prosta droga do następnego skojarzenia, że obie nasze spółki mediowe coś kombinują, chcą wykiwać polskie urzędy i zaoszczędzić kupę szmalu.

Dzisiejsza „Gazeta Prawna” (31 lipca) zamieszcza ciekawą rozmowę na ten temat z Jarosławem Kozińskim, partnerem w Ernst & Young. Wyjaśnia on na przykładzie Polsatu, na czym polega mechanizm przenoszenia udziałów na Cypr, a co najważniejsze, mówi, że wszystko dzieje się bez tajemniczej woalki.

Cypr nie jest już rajem podatkowym (a był nim jakiś czas temu), ale oferuje - wyjaśnia ekspert - korzystne rozwiązania podatkowe i jednocześnie kraj ten jest akceptowany przez międzynarodową społeczność jako ten, z którym można prowadzić normalny obrót. Nie jest szkodliwy, ale jest konkurencyjny.

Wniosek jest taki, że AWR „Wprost” i Polsat sięgnęły zatem po powszechny zabieg przy budowaniu wartości spółki przed jej sprzedażą, przenosząc udziały za granicę.

Woleliśmy nadajnik na Pałacu; kto także?

Kilkunastopiętrowy blok w niedalekim sąsiedztwie naszej kamienicy dziś rano pozbawił moje dzieci wakacyjnej przyjemności oglądania programów dla najmłodszych. I taki to los zgotowały nam szumne przenosiny nadajników telewizyjnych z Pałacu Kultury i Nauki do miejscowości Łazy pod Warszawą. Miało być lepiej, z większą mocą i na większą odległość.

Zaalarmowany tata pobiegł na dach wojować z anteną. Na nic wysiłki. Nie obędzie się bez zawołania firmy instalatorskiej. W desperacji możemy wyburzyć blok - bezpośredniego sprawcę. Możemy też kupić satelitę, podpisać umowę z kablówką. Tak czy inaczej - mamy kłopot. Jak wiele jeszcze osób w Warszawie i okolicach?
Dawniej chciałam mieć dom bez telewizji. Uległam dzieciom i domowym kibicom sportowym. Dziś czegoś mi brakuje. Lubię obejrzeć dobry film animowany w towarzystwie moich pociech, jak w ostatnią niedzielę w TVP1 „Przepowiednię żab” (cudo francuskiej produkcji). Tymczasem (stan na godz. 14 we wtorek) jedynie TVP2 widoczne tylko w zarysach, a reszta oferty - jeden wielki szum.

Młodzi reporterzy TVN Warszawa już w pogoni

Podobno jeden z urzędników stołecznego ratusza skarżył się, że powstająca TVN Warszawa pewnego dnia pozbawiła go możliwości pracy, bo postanowiła wywieźć go na koniec miasta, aby w konkretnym pejzażu nakręcić z nim króciutką wypowiedź, która to zresztą nie znajdzie się na antenie, bo stacja na razie przygotowuje materiały do puszki. Jej start spodziewany jest na przełomie października i listopada.

Można tylko pochwalić TVN Warszawa za dziennikarską sumienność i nieszczędzenie kosztów na programy próbne. Ramówka wciąż powstaje, ale młodzi reporterzy już biegają po mieście i okolicach. Szefowie oczekują od nich dwóch programów dziennie. Przez cały dzień stacja ma nadawać na żywo.

Brzmi bajecznie, wzorcowo. Zapowiedzi TVN Warszawa kuszą dynamicznym tempem programów i różnorodnością tematów. Czekam jesienią na medialny cud nad Wisłą.

Yamamoto ubiera starszych panów

Seniorzy pojawili się na wybiegu na pokazie mody męskiej w Paryżu. Kreacje dla nich autorstwa Yohij Yamamoto publiczność tygodnia mody w stolicy Francji przyjęła z aprobatą, jak pisze Joanna Bojańczyk w „Rzeczpospolitej”.

Podkreślę: nie ma mowy o euforii, ale o aprobacie. Zaledwie.

Nie byłam, nie widziałam, ale dla mnie to kolejny przełom w procesie doceniania osób starszych. Tym razem zwrócono uwagę nie tylko na to, o czym już powszechnie się mówi, że seniorzy mają pieniądze i stać ich na wiele dóbr, na dalekie wyjazdy i tak dalej. Yamamoto, pan już 70-letni, pokazał, że jego pokolenie, seniorzy mogą naprawdę fajnie wyglądać. Bawić się modą, ale nie igrać ze swoim wiekiem, nie wystawiać się na śmieszność.

Dojrzali nie chcą się kryć i garbić, zakładać na siebie czegokolwiek, ale chcą być modni i dumnie paradować na ulicach. Przyjdzie czas, że młodsi pozazdroszczą im klasy.

TVP nie chce transmitować uroczystości Wałęsy

Lech Wałęsa chce zaprosić plejadę gwiazd na swoje 65. urodziny i 25. lecie otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Jubilatowi ma zaśpiewać m.in. Natalie Cole. Trwają starania o Rolling Stonesów. A Wałęsie jako laureatowi prestiżowego wyróżnienia mają podawać dłonie m.in. Bono, Bob Geldof, ba, nawet Dalajlama.

Otoczenie byłego prezydenta PR stara się, by odchody wielkich wydarzeń na jego cześć transmitowała TVP. A ta się boczy, tym bardziej że miałaby partycypować w kosztach zarówno transmisji koncertu, jak i licencji, czyli zapłacić część honorariów artystów. O tym wszystkim donosi „Dziennik”.

Przygotowania do uroczystości Lecha Wałęsy mają pewnie choć na trochę przymknąć temat TW „Bolka” i pokazać narodowi twarz światowca byłego prezydenta, który świetnie porusza się pomiędzy gwiazdami rocka i duchowym przywódcą Tybetańczyków. Tak jak oni jest po prostu wielki. Tylko TVP nie pozwala mu wystarczająco mocno świecić.

Baby boom szybko urośnie i co wtedy?

Są już dowody na to, że dla producentów żywności dla dzieci idą w Polsce prawdziwe żniwa. Dowody, to liczby, które podaje dziś „Polska” korzystając z badań ACNielsena. Wartość rynku branży w br. przekroczy 800 mln zł, rok wcześniej wyniosła 720 mln, za rok sięgnie 1 miliarda.

Dlaczego? Rodzi się nas coraz więcej, wbrew pesymistycznym doniesieniom z różnych źródeł. Takiego baby boom nie było od 10 lat. Poza tym rosną zarobki rodziców, ale mają coraz mniej czasu, żeby przebywać w domu i  przygotowywać posiłki dla malców. Znacznie łatwiej, szybciej i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku otworzyć słoiczek pełen składników niezbędnych dla wzrostu.

„Polska” nie zajęła się jeszcze jednym wątkiem. Otóż zmienił się model rodziny. Babcie wychwalające rosołek własnej produkcji już zwykle nie mieszkają z młodymi. Są tylko wzywane do nich w nagłej potrzebie, a tam nie czują się jak u siebie i nie wtrącają w sposób żywienia wnucząt.

Dla równowagi „Polska” zamieszcza dziś też tekst o rosnącym spożyciu alkoholu w Polsce. Ministerstwo Zdrowia bije na alarm, będzie wprowadzać restrykcje, zaproponuje m.in. ograniczony czas na reklamę piwa.

Jestem za. Niech próbują różnymi metodami zwalczać picie piwa w tramwajach, parkach, na ulicy. Takich przypadków jest coraz więcej. I coraz więcej w picie piwa w miejscach publicznych „bawi” się młodych osób,  w tym wiele dziewcząt. Jeśli teraz nie wprowadzi się większych ograniczeń, to za kilkanaście lat dzisiejszy baby boom już nie będzie miał takiej słodkiej buzi jak dzisiaj.

Czy Niemcy wygrają Euro 2008?

Mniemam, że większość rodaków kibicowała w ćwierćfinale Euro Portugalii walczącej z Niemcami. Nasze kciuki nie pomogły, niestety.

Tymczasem dzisiejsza „Rzeczpospolita”, za dziennikiem „Blick” przynosi informację zatytułowaną „Szwajcarski błąd”. Otóż tamtejsza telewizja SRG przed meczem Niemców z Austriakami wyemitowała hymn niemiecki w wersji nazistowskiej. Aktualna wersja ogranicza się do trzeciej zwrotki, w czasach III Rzeszy śpiewano tylko pierwszą. - To niewybaczalny błąd - pisze „Blick”.

Może rozpoczniemy zakłady, czy po finale Euro śmielej będą puszczać w eter “Deutschland, Deutschland uber alles”?

Regulamin bloga