“WSJ” zbyt elastyczny
Nie mam złudzeń, gdy przeglądam zdjęcia kosmetyków polecanych przez pisma kobiece, że to nic więcej niż PR dokupiony (niestety, najczęściej przecież tak to się odbywa) do reklamy. Lektura opisów produktów w sekcjach “nowości” i tym podobnych, potwierdza te podejrzenia, bo zawierają one zdania żywcem wyjęte z materiałów promocyjnych. Ale to do czego przyzwyczaiły mnie kobiece plotkarskie magazyny, jest trudne do przyjęcia gdzie indziej.
I kiedy już kolejny weekend pod rząd w dodatku “The Wall Street Journal” do “Dziennika” nacinam się na artykuły promocyjne idealnie wpisujące się w skład gazety, niewyróżniające się czcionką, kolorystyką, niczym od redakcyjnych tekstów i dopiero informacja na dole tekstu wyjaśnia mi, że powstał we współpracy z ekspertami z firmy Apart - czuję ogromny niesmak. Tym bardziej, że za pierwszym razem z rozpędu przeczytałam cały, jakoś dziwnie pozytywny materiał traktujący o biżuterii, podpisany dopiero na dole w sposób, do którego czytelnik jeszcze się nie przyzwyczaił - że jest artykułem promocyjnym.
PR powinien korzystać z wartości, jaką oferują niezależne media, a te nie powinny się wysługiwać reklamodawcom narażając swój prestiż. Teksty w “The Wall Street Journal” od teraz zaczynam czytać od dołu, by upewnić się, że nie pisał ich żaden “ekspert”.
