Reguły miasta

Mam kilka rad dla agencji reklamowych, które chcą realizować projekty komunikacyjne dla polskich miast.

Po pierwsze, mów normalnym językiem. Nie o analizie SWOT, brandingu i grupach fokusowych. Przypomnij sobie jak świnia słuchała grzmotu…

Po drugie, naucz się rozpoznawać kompleksy. Tradycyjnie w mniejszych miastach panuje przeświadczenie, że to „zabite dechami dziury”, w których „nic się nie dzieje”. To pomaga rozumieć te miejsca.

Po trzecie, zachowaj pozory przyzwoitości. Jeżeli zamierzasz zrobić jedynie skok na kasę…

Po czwarte, zapomnij o podstawowych pojęciach. Administracja miejska często nie wie co takiego deadline czy ewaluacja wyników projektu etc.

Po piąte, pamiętaj o wieku. Im młodsze osoby pracują w działach promocji poszczególnych miast tym większą wiedzę i kompetencje mają w zakresie marketingu. Oczywiście od tej reguły są wyjątki.

Po szóste, zrozum. Wielu prezydentów miast też już wie. Dzięki działaniom promocyjnym dla miast mogą dotrzeć również do przyszłego elektoratu. To często najważniejsza, jeżeli nie jedyna pobudka, którą się kierują wydając publiczne, było nie było, pieniądze.

Zakończę, choć wydaje się, że ta lista jest za krótka…

Mleczko z Douro

berek.jpgAtlantika, największy w Polsce importer win z Portugalii, wprowadza na rynek wino o swojsko brzmiącej nazwie Berek, której etykietę zdobi komiks narysowany przez Andrzeja Mleczko. Wino zrobił nie byle kto, bo Dirk Niepoort, jedna z najlepiej rozpoznawalnych postaci portugalskiego winiarstwa. Dzięki niemu wina z regionu Douro zdobyły serca i podniebienia szerokiej rzeszy winomanów na całym świecie. Również w Polsce. Na rynkach, na których aura sprzyja sprzedaży win z Portugalii, Niepoort tworzy lokalne marki, dla tego samego, podstawowego wina ze swojego portfolio. Zawsze w ten sam sposób, wymyślając lokalną nazwę i zlecając przygotowanie etykiety artyście z danego kraju. Do tej pory powstały m.in. Drink Me (Wielka Brytania), Twisted (Stany Zjednoczone), Fantasi (Dania) czy Gestolen Fiets (Holandia). Ich polski odpowiednik ma kosztować na półce sklepowej 40-50 zł. Na razie zamówiono ok. 2 tys. butelek (niemieckojęzyczna wersja pod nazwą Fabelhaft sprzedaje się w granicach 300 tys. butelek rocznie). To nie jest wielkie wino, ale może stanowić znakomity wstęp do fantastycznie różnorodnego świata nie tylko zapachów, smaków i barw, lecz także historii kultury. Naprawdę fajny pomysł.

Trufle z Burger Kinga

Ekskluzywne restauracje przyzwyczaiły nas do bicia rekordów cenowych w przypadku równie wyszukanych dań. Teraz do rywalizacji przystąpili oferenci plastikowego jedzenia. Sieć restauracji fast food Burger King wprowadzi w tym tygodniu do sprzedaży najdroższego hamburgera na świecie, który ma kosztować 95 funtów. Kanapka o nazwie The Burger będzie sprzedawana 19 czerwca br. tylko w jednej restauracji sieci przy Gloucester Road w zachodnim Londynie. Następnie będzie dostępna tylko po złożeniu wcześniejszego zamówienia przez telefon. The Burger będzie zrobiony z wołowiny Wagyu, białych trufli, cebulek szampańskich i szynki Pata Negra (robionej ze świń karmionych kukurydzą). Wpływy z jego sprzedaży mają zasilić konto organizacji charytatywnej Help a London Child.

Czekam teraz na kawior z bieługi w Sphinksie, bliny w McDonaldzie i foie gras w KFC. W multipleksach zapomnimy o popcornie. W zestawie kinomana znajdą się ostrygi i mała butelka pieniącego się Kruga…

Golonka zakłada fundusz inwestycyjny

Krzysztof Golonka, Gwidon Humieniuk i Marek Rusiecki, byli menedżerowie CR Media, zakładają fundusz venture capital o nazwie Xevin Investments. Zdobyli na razie 10 mln zł od prywatnych inwestorów, które zamierzają wydać na projekty związane z szeroko rozumianymi nowymi mediami. To kolejny już przykład menedżerów „zmęczonych” rzeczywistością agencyjną, którzy chcą spojrzeć na to co robili dotąd zupełnie z innej perspektywy. Przejście na drugą stronę nie wszystkim się udaje. Oby w tym wypadku było inaczej.

Rupert Slade wybaczył Tomaszewskiemu

Rupert Slade pracował w Polsce tylko przez cztery lata. Był dyrektorem zarządzającym domu mediowego Initiative Warszawa, który opuścił w 2002 r. Zostawił przyjaciół i ciepłe wspomnienia. Teraz przypomina o sobie rozsyłając wirusowo napisaną dla polskich kibiców piłkarskich piosenkę (przy jej powstawaniu skorzystał z pomocy swojego starego kumpla Billa Hetheringtona). Dedykuje ją wszystkim Polakom, którzy przyjechali w ostatnim czasie na wyspy (jest ich już ponad pół miliona). Wkrótce futbolowe Euro 2008, na które Anglicy nie pojadą. Dobrze, że kibicują naszym, no i że wybaczyli Tomaszewskiemu. Warto dodać, że Slade pracuje dziś w domu mediowym MediaCom w Moskwie, co na pewno nie pozostaje bez wpływu na jego twórczość „po godzinach”.

Piosenki można posłuchać tu, klikając na ten link.

Badania versus konsulting

Marketerzy coraz częściej domagają się od instytutów badawczych interpretacji, rekomendacji, sugestii. Nie chcą jedynie raportów z zapisaną nieskończoną liczbą danych. Analitycy bronili się dotąd przed utratą „czystości” roli, w której występowali, roli dostarczyciela surowych, neutralnych informacji. Chcąc nie chcąc, coraz częściej będą jednak wynoszeni do rangi konsultantów. Problem nie jest nowy, choć wydaje się, że obecnie wyjątkowo przybrał na sile.
Branża badań marketingowych „od zawsze” koncentruje się na opisywaniu relacji. Często jednak zapomina o ich kreowaniu na poziomie klienckim. Wydaje się, że problem rozmijania się wzajemnych oczekiwań i potrzeb agencji i ich klientów wynika właśnie z braku dobrych… relacji. Jakkolwiek banalnie to brzmi, to właśnie od ich jakości zależy to, co będzie efektem końcowym. Trend polegający na odchodzeniu od dostarczania wyłącznie informacji na rzecz współuczestniczenia przez badaczy w podejmowaniu decyzji biznesowych wymusza coraz silniejszą współpracę. Mam nadzieję, że jej wynikiem będą coraz bardziej wysublimowane, innowacyjne, a przede wszystkim bardziej precyzyjne i efektywne projekty badawcze. Jesteśmy już świadkami ich realizacji, choć en masse sprawa wygląda dużo gorzej. Jest kłopot z wartościowaniem źródeł informacji o konsumencie i problem z ich integracją. Pojawiają się diametralne różnice w ocenie wyników badań i dyskusje na temat prawidłowości wnioskowania i diagnoz, które na ich podstawie powstają.

Wydaje się, że branża badawcza nie do końca jest gotowa na tę próbę. Wydaje się także, że firmy konsultingowe, zarówno te duże, jak i te całkiem małe, mogą odebrać firmom badawczym bardzo istotną część źródeł przychodu. Właściwie już to robią, z czego nie wszyscy jeszcze zdali sobie sprawę.

Spot Vaseline święci triumfy na World Effie

Jury tegorocznej edycji konkursu efektywności reklamowej World Effie Festival za najbardziej skuteczną reklamę uznało film dla marki Vaseline z portfolio Unilevera, przygotowany przez Bartle Bogle Hegarty. Spot pt. „Keeping Skin Amazing” otrzymał nagrodę Gold Global Effie.

Srebrną nagrodę otrzymała sieć agencyjna Ogilvy & Mather za reklamę „Pro-Age” marki Dove (również Unilever), a brązową JWT za film „Drop a Jean Size Challenge” nakręcony dla Kelloggsa. Dla wszystkich trzech kampanii reklamowych media planował i kupował MindShare.Po raz kolejny zwycięzcy globalnego konkursu Effie udowadniają, że można tworzyć komunikaty prawdziwie uniwersalne, zrozumiałe na poziomie międzynarodowej widowni. To również argument za tym że kreatywna, piękna i finezyjna reklama potrafi sprzedawać produkty. To niby banał, ale jakoś u nas w Polsce, wciąż niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę.

Outdoor - medium cierpiące

Branża reklamy zewnętrznej pozostaje tym medium reklamowym, które niemal bezgłośnie zbiera baty, za grzechy nie do końca przez siebie zawinione. Przypominam o jej melancholijnym nieco charakterze z chwilą, gdy ESOMAR, jedna z najbardziej prestiżowych i wpływowych międzynarodowych organizacji badawczych, występuje z inicjatywą ujednolicenia badań efektywności outdooru. Z punktu widzenia polskiego rynku to zabawny projekt. Bo co u nas można standaryzować? Brak standardu?
Projekt ESOMAR-u, który powstał również z inicjatywy FEPE International (Federation of Outdoor Advertisimg), to próba redakcji przewodnika po badaniach mierzących widownię outdooru, który w skrócie (zresztą rodzącym niezbyt dobre skojarzenia) nazwany został GGOODAM (Global Guidelines for OutDoor Audience Measurement). Jego celem jest m.in. unifikacja definicji, metodologii i standardów badawczych. Wszystko po to, aby analizy badawcze były bardziej precyzyjne niż dotąd oraz po to, aby łatwiej było je porównywać z wynikami miar innych mediów. Treść przewodnika po badaniach outdooru mamy poznać w połowie 2009 r. Dominic Lyle, reprezentujący European Association of Communications Agencies, w pracach nad projektem jest dobrej myśli, a pierwsze spotkanie grupy roboczej uznał za bardzo konstruktywne i z „urzędowym” optymizmem patrzy w przyszłość.
W moim przypadku wiary w świetlaną przyszłość jest nieco mniej. Przynajmniej tej, która dotyczy polskiego rynku. Od kilkunastu już lat słyszymy przecież te same argumenty za i przeciw, a praktyka wskazuje, że bliżej nam do sprzeciwu, niż głosowania za. Jak mantra słuchamy o trudnościach metodologicznych, wysokich kosztach, braku porozumienia wśród operatorów sieci. O tym, że planowanie outdooru, tak na dobrą sprawę niewiele ma wspólnego z planowaniem mediów. O wyprzedaży zasobów przestrzeni reklamowej przez firmy outdoorowe, w ramach kontraktów mediowych, która przecież przychodzi o tyle łatwiej, gdyż sensownych pomiarów wciąż nie ma. O słynnych kick-backach, których transfer i wysokość byłby przecież o niebo trudniejszy, gdyby standard badawczy istniał. Powodów dla których badań nie ma, nie było i nieprędko będą jest więcej niż argumentów za ich prowadzeniem. Niestety taka jest logika naszego rynku, na co, jak wspomniałem na wstępie, sama branża outdoorowa, miała stosunkowo niewielki wpływ. Można wręcz stwierdzić, że zawsze miała pod górę. Najpierw była za bardzo rozdrobniona, potem dopadł ją kryzys i dekoniunktura na rynku, chwilę później straciła, ograniczona przez ustawodawcę, dwóch najważniejszych klientów - firmy tytoniowe i producentów piwa, wreszcie doszło do jej konsolidacji, ale wbrew temu, nie potrafi wciąż podejmować decyzji wspólnie, a jeżeli już, to przychodzi jej to z ogromnym trudem. Wierzę jednak, że dobry outdoor istnieje. Gdzieś, kiedyś. Naprawdę.

Regulamin bloga