Luksusowa odzież nad Wisłą

“The Wall Street Journal” donosi, że sektor odzieżowy w Polsce wart jest dziś ok. 30 mld zł. I mimo spadających cen detalicznych sprzedaż odzieży i obuwia rośnie średnio o 10 proc. rocznie. Coraz więcej rodzimych firm widzi potencjał rozwoju w segmencie odzieży luksusowej i myśli o wprowadzaniu nowych marek z wyższej - najwyższej półki.

Plany takie ma Vistula & Wólczanka, która po połączeniu z firmą jubilerską W.Kruk - wspólnie z Alma Market - myśli o stworzeniu polskiej sieci marek luksusowych. Ma ona powstać na bazie posiadanych już brandów, czyli Galerii Centrum, sieci delikatesów Alma, salonów jubilerskich Kruka oraz Paradise Group, reprezentującej w Polsce marki Hugo Boss, Kenzo i Burberry.

Podobne plany ujawniły ostatnio łączące się firmy odzieżowe LPP (marka Reserved) i Artman oraz Redan. Prezes LPP nie ukrywa, że myśli o ekspansji na takich rynkach jak Rosja czy rejon Zatoki Perskiej.

O wprowadzeniu na polski rynek nowych odzieżowych brandów myśli również spółka Lusatia z Żar, która aktualnie jest wyłącznym dystrybutorem w Polsce męskich ubrań marki Bugatti. I choć ma zaledwie 13,9 mln zł przychodów rocznie (0,74 mln zł zysku netto), liczy na wzrost sprzedaży w tym roku na poziomie 10 proc. Obecnie firma ma cztery salony. Zamierza otworzyć kolejnych 30-35 w ciągu najbliższych 3-5 lat. Mają pojawić się w nich odzieżowe marki dotąd nieobecne nad Wisłą.

Informacje o pojawieniu się nowych luksusowych brandów zapewne ucieszą co niektórych. Pozostaje jednak pytanie - ile z tych osób zdecyduje się na zakup np. T-shirta w cenie 2 tys. zł? Wielkość sprzedaży będzie jak zawsze zależeć nie tylko od różnorodności, ale głównie od ceny. Wciąż jeszcze wielu z nas kupuje ubrania - zwłaszcza te z wyższej półki - poza granicami Polski. Znam takich, którzy potrafią robić sobie wypady weekendowe np. do Amsterdamu, Barcelony czy Paryża, by zaopatrzyć się w najnowszą kolekcję ulubionej marki. A dlaczego? Bo zwyczajnie - te same ciuchy są tam niejednokrotnie połowę tańsze.

Importerzy aut w Polsce już poszli po rozum do głowy i zaczęli obniżać ceny nowych aut (by powstrzymać Polaków przed ich kupowaniem w salonach naszych zachodnich sąsiadów). Czy pewnego dnia usłyszymy np. że właściciel butiku Hugo Boss przy placu Trzech Krzyży w Warszawie wziął z nich przykład i obniżył ceny?

Wizjoner Tyczyński knuje w kopułkach

Dzisiejszy “Puls Biznesu” odkrywa karty nowego biznesu Stanisława Tyczyńskiego, założyciela i byłego już właściciela pierwszej ogólnopolskiej komercyjnej rozgłośni radiowej RMF FM. Nie zdradza jednak żadnych zaskakujących informacji - autorka tekstu pisze o tym, o czym branża mediów wie co najmniej od jesieni 2006 r., kiedy to Tyczyński sprzedał Bauerowi swoje radio. Mowa jest o prowadzonych w kopułkach w Alwerni pod Krakowem tajnych pracach nad nowym projektem telewizyjnym. Przypomnijmy, że to właśnie to miejsce jeszcze kilka lat temu powstawało z myślą o tym, że do kosmicznego miasteczka przeniesiona zostanie z krakowskiego Kopca Kościuszki siedziba RMF-u. Tak się jednak nie stało. Tyczyński wówczas dostał od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji koncesję na satelitarną telewizję.

Inwestycja w nową siedzibę pochłonęła dziesiątki milionów złotych, a recesja na rynku reklamowym sprzed kilku lat wpędziła wówczas Tyczyńskiego w potężne kłopoty finansowe. Już około 2002 r. mówiono, że Tyczyński szuka inwestora, by móc się wyplątać z tych kłopotów. Nie było łatwo, bo ponoć nie chciał wówczas oddać władzy nad radiem. Właśnie wtedy, już kilka lat temu, bliscy współpracownicy prezesa RMF FM mówili o jego nowych wizjach - czymś, co połączy telewizję z radiem.

Dziś w “Pulsie Biznesu” czytamy, że Stanisław Tyczyński z kilkunastoma współpracownikami prowadzi zaawansowane prace nad realizacją swoich projektów. M.in. nad produkcją telewizyjną i kinową - także na potrzeby internetu i telefonów komórkowych. Założona przez niego firma działa pod nazwą Digicinema. Wszystko jest jednak pilnie strzeżone.

Tak naprawdę nie wiadomo, kto pracuje razem z Tyczyńskim. Twierdza w Alwerni jest strzeżona niczym obiekt wojskowy. Nikt spoza firmy nie może dostać się do środka. Podobno studia w kopułkach są już w pełni wyposażone - a jak na byłego prezesa RMF-u przystało, zapewne w najnowocześniejszy na świecie sprzęt. Tak jak za czasów tworzenia krakowskiej stacji, kiedy to jej założyciel sprowadzał go z najbardziej odległych zakątków świata i sam decydował o tym, jak mają być ułożone kable i w jaki sposób rozstawić biurka w pomieszczeniach.

Kilkanaście lat temu jego wizjonerstwo, knucie i upór w realizacji własnych marzeń zaskoczyły rynek totalnie - przez lata Tyczyński i jego radio wyznaczały trendy na rynku polskich mediów, pokazując, jak wiele można zrobić także tu, w Polsce. Że mając ogólnopolskie radio, pamięta się także o mieszkańcach małych miast i miasteczek. Że można jednocześnie nadawać z myślą o nich lokalny program. Że można też lokalnie, ale i ogólnopolsko równocześnie zarabiać na reklamach. Że można realizować imprezy i koncerty na skalę światową.

Mam wielką nadzieję, że już niedługo podobnie mówić będziemy - z równie wielkim podziwem - o nowym projekcie krakowskiego wizjonera. A jego Digicinema zacznie wyznaczać trendy na rynku polskiej produkcji telewizyjnej. Kopułki pod Alwernią zaś staną się kuźnią talentów i fachowców, tak jak to miało miejsce na Kopcu Kościuszki w Krakowie. Trzymam kciuki, prezesie!

Polsat chce jesienią zawalczyć o młodego widza

Polsat zdradził szczegóły jesiennej ramówki, o czym rozpisuje się dzisiejsza prasa. Główny cel to próba pokonania TVN-u i walka o młodego widza. Dlatego też w stacji Zygmunta Solorza-Żaka mają pojawić się kontrowersyjne programy. Wśród nich m.in. “Powiedz prawdę!”, w którym uczestnicy podłączeni do wykrywacza kłamstw będą odpowiadać na osobiste pytania. Np. takie w stylu “czy zdradziłeś żonę?”. Nagradzane mają być tylko prawdziwe odpowiedzi - jakimi kwotami, tego na razie nie ujawniono. Kolejna propozycja Polsatu to “Fabryka gwiazd”. Program stanowi połączenie “Idola” i “Big Brothera” - wyłonieni w castingu młodzi wokaliści zostaną zamknięci na 3 miesiące w domu. Ich pobyt tam śledzić będą widzowie. Będą się przy tym uczyć śpiewać oraz zachowywać na scenie i przed kamerą.

Jesienią na antenę Polsatu nie wrócą już natomiast” “Gwiezdny cyrk”, który wiosną okazał się klapą. Nie jest znany los programu Miśka Koterskiego ani też teleturnieju “Strzał w 10″.

Czy faktycznie uda się Polsatowi pokonać TVN i ulokować się na drugim miejscu wśród najchętniej oglądanych w Polsce stacji telewizyjnych? Nie wiem. Chyba słabo w to wierzę. Dotychczasowe doświadczenie tej stacji w walce ze stacją Mariusza Waltera nie napawają optymizmem. Bo przecież “Gwiezdny cyrk” nie zrobił takiej furory jak “Taniec z gwiazdami”, a “Strzał w 10″ nie pokonał “Milionerów”.

Pozostaje więc jedynie czekać na efekty hucznych dziś zapowiedzi.

McDonald’s wciąż walczy ze złym wizerunkiem

“The Times” donosi, że Brytyjczycy cenią sobie sieć kawiarni, jednak McDonald’s wciąż ma problem ze złym wizerunkiem, który towarzyszy tej firmie.

Koncern obsłuży według szacunków w przyszłym miesiącu ok. 80 mln klientów w samej tylko Wielkiej Brytanii, a mimo to ta sieć gastronomiczna ma najgorszą w branży reputację. Wielu Brytyjczyków uważa m.in., że McDonald’s oferujący hamburgery nie przywiązuje wagi do ekologii. Poza tym Brytyjczycy boją się otyłości, z którą utożsamiają produkty serwowane przez ten koncern. Chcą przy tym zakazu reklamy fast foodów skierowanej do dzieci.

McDonald’s walczy o poprawę wizerunku od trzech lat, kiedy to publicznie pokazano film Morgana Spurlocka o tej firmie (przez 30 dni odżywiał się jej produktami). Koncern niedługo potem zmienił menu, zredukował zawartość soli w serwowanych potrawach itp. Stereotyp nadal jednak funkcjonuje. Na zmianę wizerunku potrzeba jednak jeszcze wielu lat.

Jak u nas postrzegany jest McDonald’s? Obserwując liczbę jego klientów każdego dnia, wydawać by się mogło, że jednak nie ma problemu z wizerunkiem. Ale jak jest naprawdę? O tym głośno się nie mówi. Widać jedynie, że w walce ze stereotypami zwycięża po prostu głód. Bo gdy ktoś chce szybko i tanio zjeść - wchodzi do McDonalda.

Wojsko werbuje reklamą

W sierpniu startuje pierwsza w historii polskiej armii kampania reklamowa - pod hasłem “Zawód żołnierz - dołącz do najlepszych”. Działania o zasięgu ogólnopolskim obejmą internet, billboardy, plakaty oraz emisję spotów reklamowych w TVP. Tysiące billboardów pojawią się na ulicach miast oraz dworcach kolejowych, pocztach i w remizach strażackich. Za ich grafikę odpowiada Andrzej Pągowski, a za film reklamowy agencja Vena Art z Lublina.

Pomysłodawcą akcji jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Celem kampanii - zachęceni młodych ludzi, by wstępowali do zawodowej armii. Czym chce ich kusić? Jak przekonują przedstawiciele resortu, przede wszystkim prestiżem. Reklamy mają pomóc poprawić wizerunek polskiego wojska, które dotychczas kojarzono z przymusową służbą i obciachem.

W kampanii nie ma znanych twarzy, występują w niej zwykli żołnierze. W ten sposób reklama ma pokazać, że werbunek kobiet i mężczyzn w wieku 16-25 lat do zawodowej armii jest dla nich szansą na zdobycie stabilnej pracy i wykształcenia.

Czy faktycznie działania, na które MON przeznaczy ok. 2 mln zł, przyniosą oczekiwany przez ten resort skutek? Nie sądzę. Przecież ci, którzy marzą o pracy w zawodowym wojsku, spełniają swoje marzenia niezależnie od argumentów, którymi będzie bić po oczach reklama. Obawiam się, że kampania ta może napędzić tych, którzy liczą na to, że bez większego wysiłku mogą mieć pracę, i to mocno uprzywilejowaną. Bo zawodowy żołnierz to całkiem sporo przywilejów (chociażby ulgowe przejazdy publicznym transportem), a przede wszystkim wcześniejsza emerytura - zaledwie po 15 latach służby.

Widzowie bohaterami TV hitów jesieni

Już rozpoczęły się prace nad jesiennymi ramówkami w stacjach telewizyjnych. Ogólnopolskie kanały budować je będą głównie na programach z udziałem widzów. I tak w TVN ma pojawić się rozrywkowy “Mam talent!”. Jego uczestnikami mogą być wszyscy, którzy mają ciekawe hobby lub nietypowe umięjętności. Na castingi TVN-u do tego programu zgłaszali się m.in. ludzie potrafiący mówić wspak, treser węży czy magicy. Nagrodą w programie jest 100 tys. zł.

Polsat z kolei pracuje nad “Fabryką gwiazd”. Program ma być połączeniem formatu “Idola” i “Big Brothera”. Zwycięzca programu nagra płytę z orkiestrą Adama Sztaby. TVP2 stawia natomiast na reality show. “Fort Boyard” prowadzony przez aktora Roberta Gonerę to program, w którym rywalizować będą ze sobą kilkuosobowe drużyny. Ich kapitanami będą znane postacie show-biznesu, m.in. Katarzyna Cichopek, Joanna Liszowska czy Mariusz Pudzianowski.

Z jednej strony - jesień w TV zapowiada się chyba nieźle. Jest spora szansa, że nie wrócą jednak na anteny poszczególnych kanałów “odgrzewane kotlety”. Z drugiej strony jednak przerażający jest niski poziom serwowanych widzom programów. Czy naprawdę nie można pokusić się o coś ambitniejszego?

Już wkrótce chrześcijańska sieć komórkowa

Jak donosi dzisiejsza prasa, już w połowie września br. ma wystartować kolejna sieć telefonii komórkowej. Za przedsięwzięciem stoi MNI Mobile, spółka zależna MNI.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież ostatnio takich projektów pojawia się całkiem sporo, ale ten ma być wyjątkowy i jak na razie jedyny w swoim rodzaju. Bo… jest kierowany do wspólnot chrześcijańskich. MNI Mobile będzie współpracować przy tym projekcie z Domem Mediowym AIR Radia Warszawa Diecezji Warszawsko-Praskiej.

Za pośrednictwem tej sieci będą udostępniane różnego rodzaju treści religijne - m.in. fragmenty Pisma św. i kalendarz liturgiczny.

Szczegóły dot. współpracy pomiędzy operatorem a Domem Mediowym AIR Radia Warszawa trzymane są w tajemnicy, podobnie jak nazwa sieci i kwestie finansowe czy strategia marketingowa.  De facto - te dwie ostatnie kwestie nie powinny chyba martwić autorów projektu. Bo co jak co, ale w sprawach finansowych i skutecznym marketingu Kościół w Polsce nie ma sobie równych. Przyciąga kasę jak magnes i ma miliony lojalnych wiernych. Dowodem może być sukces Radia Maryja.

Ja widzę to tak: gdy projekt zostanie uruchomiony, wybrani księża w naszym kraju będą mogli bezpłatnie przetestować nową sieć komórkową. A potem marketing szeptany z kościelnej ambony i cel operatora, czyli zdobycie 2 mln użytkowników wydaje się być realny.

Tu kampania nic nie zmieni

Spółka PKP Przewozy Regionalne szuka właśnie w przetargu agencji reklamowej, która przygotuje i przeprowadzi zewnętrzną kampanię promocyjną. Otóż kampania ta ma promować nowy tabor kolejowy, który obecnie już wozi pasażerów na trasie Warszawa – Łódź – Warszawa.

Kampania miałaby być prowadzona na billboardach i w prasie. Nie wiadomo jednak kiedy.

Szanowni Państwo z PKP. Nie wiem, czy jakakolwiek kampania reklamowa jest w stanie poprawić wizerunek Waszej spółki, zwłaszcza po wymianie taboru kolejowego. Z pewnością też nie ukoi skołatanych nerwów pasażerów. Zwłaszcza tych, którzy regularnie przemierzają koleją ten odcinek. Codziennie. Z domu do pracy i z powrotem.
Otóż wiem o czym mówię, bo sama - we własnej osobie - jestem takim pasażerem i Waszym klientem. I naprawdę moja cierpliwość jest już u granic wytrzymałości. Pociągi wloką się między Łodzią a Warszawą niemiłosiernie. Wstyd przyznać się, że to pociąg pospieszny, bo jedzie niewiele szybciej niż zwykły osobowy (ten drugi jest zdecydowanie tańszy).
To jednak jestem jeszcze w stanie zrozumieć - dzięki obecnym remontom już niebawem (podobno!!!) podróż na tym odcinku ma trwać zaledwie 65 minut:))) WOW! Pytanie jednak - kiedy tak naprawdę.
Oliwy do ognia dolewa jeszcze wspomniany właśnie nowy tabor kolejowy. Gdy tylko wjeżdża na peron na Dworcu Centralnym, niemal każdy pasażer jęczy i wzdycha, że będzie musiał wlec się “tym czymś” trzy godziny.
Bo poza tym, że pociąg ładnie i nowocześnie wygląda, nie spełnia żadnej funkcji. Miejsc siedzących jest w nim mniej niż w starych, zdezelowanych już wagonach. Oznacza to więc, że kto pierwszy ten lepszy. W przeciwnym razie koleżanko, kolego będziecie stać a nie siedzieć! Do Żyrardowa na pewno!
W nowych wagonikach ciasno niemiłosiernie - między jednym a drugim siedzeniem. Do tego plastikowe krzesełka, obite cienką tkaniną. Klimatyzacja zawodzi - latem nie chłodzi, zimą nie grzeje. A konduktor nie umie z tym nic zrobić - bo jak mówi - tym rządzi komputer. Toalety funkcjonują wybiórczo.
Wymieniać mogłabym jeszcze długo i długo.

Tak więc - drogie PKP najpierw przekonajcie nas, pasażerów, że podróż z Wami może być szybka i przyjemna. Dopiero potem myślcie o tym, jak pokazać swój wizerunek.

Regulamin bloga