O odpowiedzialności za słowa

Zawód PR-owca bywa niewdzięczny, szczególnie, jeśli nie ma się do niego predyspozycji. Trzeba np. odpowiadać na dziennikarskie pytania, nawet jeśli nie zna się odpowiedzi (jedynie naprawdę dobry PR-owiec jest w stanie przyznać, że czegoś nie wie). Trzeba też umieć ponosić odpowiedzialność za swoje słowa. Generalnie, choć obecnie nie ma z tym już większych problemów, zdarzają się wyjątki. Nawet w firmach reprezentujących środowiska zajmujące się komunikacją profesjonalnie. Chciałoby się powiedzieć - zwłaszcza tam. Piszę o tym po części z powodów osobistych, ale w końcu taka jest natura bloga.

Jednak złości mnie, że czasem, jako dziennikarz, muszę się tłumaczyć z powodów czyjeś zawodowej indolencji. Jeśli jakaś firma ma ewidentne problemy komunikacyjne, przejawiające sie w nieumiejetności konstruowania nawet prostej informacji na swój temat (regułą po wysłaniu komunikatów prasowych są sprostowania, czasem dwustopniowe -  bo w samych sprostowaniach również zdarzają się błędy)  to może warto by się zastanowić, czy rzeczywiście każdy ma powołanie aby być PR-owcem?

Purytańskich Amerykanów przynoszą bociany

W USA pierwotna wersja najnowszej reklamy marki Calvin Klein została ocenzurowana - jej twórcy i reżyser Steve Meisel pracują właśnie nad ocenzurowaną wersją, gdyż pierwotna okazała się za ostra jak na amerykańskie standardy. Wersja bez cenzury będzie wyświetlana jedynie w krajach europejskich. Co takiego potwornego jest w tej reklamie? Nic, czego nie można by np. zobaczyć na filmach, których cenzurze nikt nie poddaje. Otóż para bardzo pięknych młodych ludzi - ubranych w dżinsy Calvin Klein - prowadzi jednoznaczną grę wstępną, nie ma gry skojarzeń - jest to powiedziane wprost. Ale nie ma scen samego aktu, nie ma nawet zbyt wiele nagości - jest jedynie zapowiedź tego, co nieuchronnie ma nastąpić. Czy scena taka gorszyłaby kogoś w filmie fabularnym ? Śmiem wątpić, ale już od dawna wiadomo, że reklamie wolno znacznie mniej niż fabule (w fabule zawsze można powiedzieć, że seks niczego nie sprzedaje, a jest jedynie niezbędnym środkiem artystycznym - jakkolwiek naciągane by to było).

Zatem nie ma to jak stara dobra Europa, która nie udaje, że seks nie istnieje, a ludzi przynoszą bociany (ewentualnie - niektórzy przychodzą na świat poprzez znalezienie w kapuście; stąd pewnie tyle głąbów).

Warto zaznaczyć, że w spocie tym zagrała Anna Jagodzińska, modelka z agencji New Age Models, która jest twarzą najnowszej kampanii marki Calvin Klein. Wcześniej w roli tej występowały Brooke Shields, ostatnio Eva Mendes. Reklamę można oglądać na www.calvinklein.com

Dajcie mi święty spokój?

Na międzynarodowych portalach poświęconych reklamie i kreacji, m.in Ads of the world, pojawiają się czasem ciekawostki, mało widoczne w naszym kraju. Udało mi się tam znaleźć bardzo fajną pracę wykonaną dla firmy Spanco. Pod pracą podpisana jest agencja: Cichobądź.

Nic mi o takiej agencji nie było wiadomo, ale postanowiłam ja odszukać, co, muszę przyznać, łatwe nie było. Okazało sie, że założył ją Urai Muga (udało mi się  w Google znaleźć tylko tyle, że jest art directorem z Polski, nic poza tym), który kiedyś tam wymyślił sobie, że będzie pracował tylko po znajomości. Dołączyli do niego znajomi i tak się zaczęło.

Początek prawie zwyczajny, ale potem już zwyczajnie nie jest. W mailu od agencji dostałam prośbę, podpisaną przez niejaką Kate, cytuję: “I choć to wbrew porządkowi w świecie zmuszona jestem prosić o niepisanie, niedociekanie, niemówienie o nas nikomu kto cokolwiek może mieć z reklamą wspólnego”.

Dziwne i intrygujące!

Próżność jednak bywa silniejsza niż chęć zachowania incognito. Prace Cichobądź są “dyskretnie” przez ich twórców umieszczane, gdzie tylko się da, więc w sumie łatwo im kibicować.

Ballada o wypluwaniu zębów

Dawno w telewizyjnych blokach reklamowych nie widać było niczego równie obrzydliwego, jak reklama pasty do zębów Paradontax. Na pewno była to reklama niskobudżetowa, bo cała fabuła koncentruje się na ujęciu umywalki, do której co chwila ktoś spluwa. W plwocinach jest krew, malowniczo układająca się w ostrzegawcze napisy, które mają skłonić do natychmiastowego sięgnięcia po reklamowaną markę. Dla nieprzekonanych jest finał – w umywalce ląduje zakrwawiony ząb.

Oczywiście, można powiedzieć, że to twórcza odmiana po wszystkich reklamach past wybielających, gdzie piękni ludzie z dumą prezentują błyszczący garnitur zębów bez żadnych ubytków. Poniekąd to prawda. Trudno mi “od ręki” powiedzieć, który spot dotyczył której marki, bo są do siebie podobne jak bracia Kaczyńscy (nawet uwzględniając pieprzyki lub ich brak). Ale przynajmniej po  żadnej z nich nie mam ochoty rozstać się z dopiero co spożytym posiłkiem. Wiem za to na pewno, że nie mam ochoty na Paradontax.

Ty tu rządzisz!

http://www.youtube.com/watch?v=2V08hNPz2r4

Krzesła w cenie stołków, stołki tak tanie, jak chusteczki higieniczne… w tym duchu, mniej więcej były niektóre z kampanii Ikei. Owszem, była kiedyś kampania mówiąca o tym, że wszystko zaczyna się w domu (od porządków w szafie zaczęło się np.  odkrycie nowej galaktyki), ale to było dawno temu. Były też kiedyś takie czasy, że reklamy Ikei autorstwa Leo Burnett zdobywały główne nagrody na konkursach kreatywnych. Ale to było chyba jeszcze dawniej.

Generalnie, formuły reklam sklepów meblarskich są dość podobne i… równie nudne.  Ich bohaterem, a jakże, muszą być elementy urządzania wnętrz, ale wszystko można zrobić lepiej lub gorzej. Najnowszy styl reklam Ikei jest na szczęście z tej pierwszej grupy. Dopilnowała tego agencja PZL, twórca tej reklamy.

Matka - tak przypuszczam - Marka Antoniusza, z irytującą bezczelnością zwykłą u teściowych, wtrąca się w domowe sprawy Kleopatry. Nie podoba jej się sposób urządzenia domu, szczególnie tron, bo siedząc na nim Kleopatra świeci kolanami, co ponoć nawet Markowi Antoniuszowi się nie podoba (ale to chyba przegięcie).  Oczywiście, teściowa krytykuje, ale podsuwa też propozycje rozwiązań - konkretne sprzęty z Ikei.

Kampanii towarzyszą dodatkowe elementy - w tym zabawna gra komputerowa, gdzie Kleopatra próbuje urządzić mieszkanie, a teściowa jej przeszkadza.

Czy istnieje paralela pomiędzy starożytnym Egiptem a nowoczesnym, masowym sklepem wnętrzarskim można by dyskutować. Ale o ileż przyjemniej patrzeć na Kleopatrę, niż na kolejną szafę z przeceny!

Wszystko już było…

seabird.jpgchhetah.jpgNie tak dawno na łamach magazynu “Media & Marketing Polska” dałam upust swojemu rozczarowaniu poziomem ocen jurorskich w Cannes - po raz kolejny nagradzali pracę identyczną do tej, którą już nagrodzili dwa lata wcześniej (chodziło o kampanię polskiej Saatchi & Saatchi pt. ‘Wolność słowa na Białorusi” i o tegoroczną kampanię DDB DM9 Jaymesyfu z Filipin, obie wykorzystywały motyw zaklejania taśmą ust, ale także niejako „spętania” przy słupie) i nikt tego nie zauważył.

Tymczasem, jak się okazało, można sięgnąć jeszcze głębiej i poszukać pracy, która być może była inspiracją dla Saatchi & Saatchi. Otóż jeszcze wcześniej, bo w 2002 roku, agencja Ogilvy and Mather RS-T/M Cape Town South Africa, przygotowała dla World Wildlife Fund South Africa kampanię niepokojąco zbliżoną, jeśli chodzi o pomysł „spętania” postaci przy słupie, choć wtedy dotyczyło to zwierząt.

No, cóż, to raz jeszcze potwierdza tezę, że lista symboli jest ograniczona i w praktyce… wszystko już było.

Podróbki do pewnego stopnia legalne

Głośny konflikt pomiędzy słynną firmą jubilerską Tiffany a największą na świecie siecią aukcyjna eBay dobiegł końca po niemal 4 latach. Ostatecznie stanęło na tym, że właściciel wirtualnego targowiska nie ponosi odpowiedzialności za nielegalne działania sprzedawców, a więc nie odpowiada też za to, że sprzedawane są tam podróbki Tiffany. Co to oznacza? Tylko tyle, że serwis ma obowiązek usunąć aukcję dopiero wtedy, kiedy otrzyma wiarygodną informację o tym, że narusza ona prawo. Nie musi sam na własną rękę filtrować milionów aukcji, poszukując nielegalnych transakcji.

Na ten wyrok branża aukcyjna , a także prawnicy, oczekiwali z niecierpliwością, jako na głos w światowej debacie pod tytułem “Kto za to odpowiada?”. I nadal ostatecznego rozwiązania nie ma - bo wyroki odmienne od amerykańskiego zapadają w innych sądach: we Francji eBay musiał zapłacić odszkodowanie firmom LMVR i Hermes za sprzedaż podróbek właśnie.

Na razie więc kupujemy w internecie na własną odpowiedzialność. W sumie wystarczy trochę zdrowego rozsądku - jeśli “nowa z metkami” koszulka Versace kosztuje 20 zł, to coś w tym jednak musi być nie tak…

Marketing Misia Uszatka

“Na dobranoc, dobry wieczór, miś pluszowy śpiewa wam” - na tej bajce wychowywały sie kolejne roczniki dzieci w Polsce. Miś sam w sobie to stworzonko pokojowe, czego od kilku lat nie można powiedzieć o tych, co mają roszczenia w kwestii praw do niego. Ostatecznie 3 lipca w koszalińskim sądzie ma zapaść decyzja, czy większe prawa do postaci mają spadkobiercy redaktora naczelnego czasopisma “Miś” Czesława Janczerskiego, czy Fabryka Zabawek Kolor Plusz. W zależności od tej deczji Miś Uszatek albo wróci w postaci maskotek, albo pozostanie już tylko postacią z ekranu (niezbyt często na ten ekran powracającą).

Prawo autorskie - rzecz święta i trzeba w tej kwestii reagować stanowczo, jeśli ktoś je narusza. Tylko że w czasie trwania sporów na świat przyszły kolejne pokolenia dzieci, którym Uszatek już się z niczym nie kojarzy. Maskotki kupować będą dla siebie raczej rodzice, z sentymentu.

Może trzeba pomyśleć nie o dużych seriach tych maskotek, ale raczej - limitowanych, dla kolekcjonerów. Uszatek i tak nie ma dziś szans nawet w starciu choćby z Kubusiem Puchatkiem. Za tym ostatnim stoi znacznie lepszy marketing. No i PR też ma on lepszy od Uszatka.