O odpowiedzialności za słowa
Zawód PR-owca bywa niewdzięczny, szczególnie, jeśli nie ma się do niego predyspozycji. Trzeba np. odpowiadać na dziennikarskie pytania, nawet jeśli nie zna się odpowiedzi (jedynie naprawdę dobry PR-owiec jest w stanie przyznać, że czegoś nie wie). Trzeba też umieć ponosić odpowiedzialność za swoje słowa. Generalnie, choć obecnie nie ma z tym już większych problemów, zdarzają się wyjątki. Nawet w firmach reprezentujących środowiska zajmujące się komunikacją profesjonalnie. Chciałoby się powiedzieć - zwłaszcza tam. Piszę o tym po części z powodów osobistych, ale w końcu taka jest natura bloga.
Jednak złości mnie, że czasem, jako dziennikarz, muszę się tłumaczyć z powodów czyjeś zawodowej indolencji. Jeśli jakaś firma ma ewidentne problemy komunikacyjne, przejawiające sie w nieumiejetności konstruowania nawet prostej informacji na swój temat (regułą po wysłaniu komunikatów prasowych są sprostowania, czasem dwustopniowe - bo w samych sprostowaniach również zdarzają się błędy) to może warto by się zastanowić, czy rzeczywiście każdy ma powołanie aby być PR-owcem?
