Wszystko już było…

seabird.jpgchhetah.jpgNie tak dawno na łamach magazynu “Media & Marketing Polska” dałam upust swojemu rozczarowaniu poziomem ocen jurorskich w Cannes - po raz kolejny nagradzali pracę identyczną do tej, którą już nagrodzili dwa lata wcześniej (chodziło o kampanię polskiej Saatchi & Saatchi pt. ‘Wolność słowa na Białorusi” i o tegoroczną kampanię DDB DM9 Jaymesyfu z Filipin, obie wykorzystywały motyw zaklejania taśmą ust, ale także niejako „spętania” przy słupie) i nikt tego nie zauważył.

Tymczasem, jak się okazało, można sięgnąć jeszcze głębiej i poszukać pracy, która być może była inspiracją dla Saatchi & Saatchi. Otóż jeszcze wcześniej, bo w 2002 roku, agencja Ogilvy and Mather RS-T/M Cape Town South Africa, przygotowała dla World Wildlife Fund South Africa kampanię niepokojąco zbliżoną, jeśli chodzi o pomysł „spętania” postaci przy słupie, choć wtedy dotyczyło to zwierząt.

No, cóż, to raz jeszcze potwierdza tezę, że lista symboli jest ograniczona i w praktyce… wszystko już było.

Podróbki do pewnego stopnia legalne

Głośny konflikt pomiędzy słynną firmą jubilerską Tiffany a największą na świecie siecią aukcyjna eBay dobiegł końca po niemal 4 latach. Ostatecznie stanęło na tym, że właściciel wirtualnego targowiska nie ponosi odpowiedzialności za nielegalne działania sprzedawców, a więc nie odpowiada też za to, że sprzedawane są tam podróbki Tiffany. Co to oznacza? Tylko tyle, że serwis ma obowiązek usunąć aukcję dopiero wtedy, kiedy otrzyma wiarygodną informację o tym, że narusza ona prawo. Nie musi sam na własną rękę filtrować milionów aukcji, poszukując nielegalnych transakcji.

Na ten wyrok branża aukcyjna , a także prawnicy, oczekiwali z niecierpliwością, jako na głos w światowej debacie pod tytułem “Kto za to odpowiada?”. I nadal ostatecznego rozwiązania nie ma - bo wyroki odmienne od amerykańskiego zapadają w innych sądach: we Francji eBay musiał zapłacić odszkodowanie firmom LMVR i Hermes za sprzedaż podróbek właśnie.

Na razie więc kupujemy w internecie na własną odpowiedzialność. W sumie wystarczy trochę zdrowego rozsądku - jeśli “nowa z metkami” koszulka Versace kosztuje 20 zł, to coś w tym jednak musi być nie tak…

Marketing Misia Uszatka

“Na dobranoc, dobry wieczór, miś pluszowy śpiewa wam” - na tej bajce wychowywały sie kolejne roczniki dzieci w Polsce. Miś sam w sobie to stworzonko pokojowe, czego od kilku lat nie można powiedzieć o tych, co mają roszczenia w kwestii praw do niego. Ostatecznie 3 lipca w koszalińskim sądzie ma zapaść decyzja, czy większe prawa do postaci mają spadkobiercy redaktora naczelnego czasopisma “Miś” Czesława Janczerskiego, czy Fabryka Zabawek Kolor Plusz. W zależności od tej deczji Miś Uszatek albo wróci w postaci maskotek, albo pozostanie już tylko postacią z ekranu (niezbyt często na ten ekran powracającą).

Prawo autorskie - rzecz święta i trzeba w tej kwestii reagować stanowczo, jeśli ktoś je narusza. Tylko że w czasie trwania sporów na świat przyszły kolejne pokolenia dzieci, którym Uszatek już się z niczym nie kojarzy. Maskotki kupować będą dla siebie raczej rodzice, z sentymentu.

Może trzeba pomyśleć nie o dużych seriach tych maskotek, ale raczej - limitowanych, dla kolekcjonerów. Uszatek i tak nie ma dziś szans nawet w starciu choćby z Kubusiem Puchatkiem. Za tym ostatnim stoi znacznie lepszy marketing. No i PR też ma on lepszy od Uszatka.

Reklamowa ohyda

Twórcy kampanii Agory SA  stworzyli dzieło wiekopomne -  bo chyba jedyne w swoim rodzaju. Jej celem jest poinformowanie o specjalnej gazecie przygotowanej na mistrzostwa Europy Euro 2008 wychodzącej codziennie z “Gazetą Wyborczą”. Tytuł kampanii - “Paznokcie”.

Layout pokazuje bowiem ręce kibica, który z wrażenia po lekturze obgryzł sobie palce aż do krwi. Jest  to jedna z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie ostatnio widziałam a podkreślam, że generalnie nie jestem jakoś przesadnie wrażliwa. Znam już topografię rozmieszczenia tych billboardów na mieście, na mojej rutynowej trasie (dom, szkoła córki, praca) i zawczasu odwracam głowę, by na tę obrzydliwość nie spojrzeć  nawet przypadkiem.
Nie wiem, jak autorom tej kreacji udało się przeforsować u klienta ten projekt, ale przynajmniej za to należy im się prawdziwe uznanie.

Ślepy zaułek politycznej poprawności

W ponad 20 krajach europejskich trwa równocześnie kampania wprowadzająca nowa markę - Coca - Cola Zero. Jak wiadomo, jest to brand - w przeciwieństwie do Coca - Coli Light - skierowany do mężczyzn.

Idea kreatywna stojąca globalnie za launchem jest wszędzie taka sama - chodzi o pokazanie świata z pozycji męźczyzny: młodego, dość rozrywkowego. Tyle, że w różnych krajach idea ta uzyskała różne rozwinięcie. W Wielkiej Brytanii, przykładowo -  dwa spoty pokazują, jak radzić sobie w sytuacji zerwania z dziewczyną (warianty: ja rzucam i dziewczyna mnie rzuca).

Filmy zostały zrealizowane z absolutnie męskiego punktu widzenia. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to punkt widzenia wręcz szowinistyczny , a reklamy pokazują kobiety jednoznacznie - jako obiekty męskiego pożądania, traktowane dość przedmiotowo. Kampania mocna, ale wyrazista, która na Wyspach okazała się orgomnym sukcesem, idealnie trafiając w gusta grupy docelowej.

Przy czym - ZERO obywatelskich protestów pod jej adresem

A w Polsce? Idea niby taka sama, ale zrealizowana w wersji light - “Zero obciachowych dzwonków” z polskiej kampanii jest tak bezpłciowe, że może trafiać do każdego, ale najmniej do młodego mężczyzny.

Polityczna poprawność sprawiła, że  polskie spoty Coca- Coli Zero niczym się nie wyróżniają.  Owszem, nie narażą nikogo na oskarżenia o szowinizm, ale postawa “bycia bardziej świętym od papieża”  uczyniła je bezbarwnymi.

Sufrażystki w nadwiślańskim kraju  mogą spać spokojnie. Konkurencja Zero też.

Apolonia atakuje!!!

apolonia.jpgJakie jest w Polsce obecnie najbardziej popularne imię? Nikt by na to nie wpadł, że… Apolonia! Tak na imię ma maskotka, którą Euro RSCG 4D przy wsparciu Euro RSCG Sensors zaprojektowała z okazji tegorocznej wystawy Expo 2008, która odbywać będzie się w Saragossie.
Apolonia, to, według założeń twórców, kobieca metafora Polski. Jej kształt, charakter, a także wygląd ma się wpisywać w ogólną strategię prezentacji Polski na Expo 2008. Motywem przewodnim wystawy jest woda i ochrona naturalnych zasobów wodnych.

I pewnie dlatego Apolonia wygląda jak rozmazana rusałka, o z lekka tylko zarysowanym kształcie i charakterze. Owszem, może sie kojarzyć z wodą, bo ta, z natury swojej, jest bezkształtna (chyba, że zmieni stan skupienia na lód, rzecz jasna). Czy to jest metafora Polski?

Chyba już najwyższa pora, aby ktoś wreszcie naprawdę przyjrzał się, co i gdzie Polskę symbolizuje. Bo nie wiem, jak inni, ale ja mam już dość chaosu komunikacyjnego, który zdaje się jest jedyną metaforą naszego kraju!!!

 

Piekno dla wszystkich - lub dla wybranych

Sir Terence Conran uważany jest za mistrza designu. Zbudował imponującą sieć firm, działających w branży gastronomicznej, detalicznej, architektonicznej i wzornictwa przemysłowego. Jest autorem ponad 30 książek, sprzedanych w ponad 25 milionach egzemplarzy na całym świecie. Założył Design Museum w Londynie. Za swoje zasługi w dziedzinie projektowania i wzornictwa otrzymał w 1983 r. tytuł szlachecki. Odkrył, że piękno nie musi być limitowane, a prawdziwy design to taki, który trafia pod strzechy.

No, prawie. Teraz bowiem, wraz z synem Sebastianem zaprojektowali dla Tchibo drugą autorską kolekcję produktów. Kolekcja akcesoriów do łazienki będzie dostępna w sklepach Tchibo od środy, 11 czerwca. Powstały eleganckie pojemniczki na szczoteczki do zębów, ręczniki, mydelniczki. Dominują biało-niebiesko-pomarańczowa kolorystyka, nietuzinkowe kształty, miękkie tkaniny, dodatki drewna. A wszystko - jak przystało na sklepy Tchibo - w umiarkowanej cenie.

Nie to, co Belvedere Vodka , która z kolei rozpoczęła współpracę ze światowej sławy projektantką, ekstrawagancką córką wokalisty The Rolling Stones - Jade Jagger. W jej ramach Jade zaprojektowała oryginalny gadżet o nazwie Jagger Dagger, czyli sztylet do kruszenia lodu w cenie 10 tys. dolarów za sztukę. Na wszelki wypadek wyprodukowano tylko 100 sztuk. Jade stworzyła również limitowaną serię szpikulców Belvedere Jagger Dagger o wartości ponad 250 tys. dolarów każdy.

Pewnie, że chciałabym taki elegancki sztylecik. Choćby po to, by go sprzedać i urządzić sobie mieszkanie. Na przykład, w sklepie Tchibo.

Powtórka z Frugo?

Kilka lat temu agencja reklamowa, wynajęta przez naiwnego klienta, załatwiła do końca słynną wcześniej markę soków Frugo. Dla marki miała to być “akcja ostatniej szansy” - albo się podniesie, albo przepadnie. Przepadła niestety, a to dlatego, że agencja wymyśliła przewrotną, jej zdaniem, akcję “Walki ze ściemą”. Że niby komercji przeciwstawia się prawdziwa marka Frugo, która - he, he, he - komercyjna nie jest.

Oczywiście młodzi ludzie, do których akcja była skierowana, dopiero na taką ściemę się nie nabrali, wszystko zakończyło się fiaskiem. Nikt nie lubi, jak się go traktuje protekcjonalnie i w żywe oczy nabija w butelkę.

Dlaczego teraz przypominam tę prehistoryczną historię? Dlatego że na rynku wydarza się coś podobnego - Międzynarodowy Dzień Zbliżenia Winterfresh. Akcja pospolitego ruszenia w przytulaniu, ze świeżym oddechem, ma trafić do młodych ludzi. Ci, wiadomo, że lubią sie przytulać, szczególnie do płci przeciwnej i w imię światowej walki z brakiem przytulania. Czy jednak to marce pomoże na dłużej? Wszystko zależy od tego, jak się sprawa rozegra. Jeśli z głową, bez udawania, że dobro ogólnoludzkie jest ważniejsze niż komercyjny powód do działania - to jest szansa powodzenia. Ludzie się pościskają, dostaną za darmo gumy do żucia, zabawią się i w porządku. Lepsze to niż normalny sampling. Jeśli jednak powtórzy się case Frugo - niech opatrzność ma w opiece Winterfresh.

Regulamin bloga