Facet na niepogodę

W obliczu kryzysu, co zresztą było do przewidzenia, możemy obserwować nowe zachowania, strategie, techniki i pomysły utrzymania się na powierzchni. Przeczytałam dziś w jednej z gazet o poszukiwaniu przez spółki specjalistów od złych wiadomości. Takich specjalistów, którzy poinstruują jak podać złe nowiny, jeśli w ogóle je podawać.

Dotykamy odwiecznego problemu - jak mówić o złych rzeczach. Teorii na ten temat było już wiele. Że mówić bez ogródek, albo nie mówić wcale. Jak wygląda to w przypadku wiadomości biznesowych - tak zwani specjaliści radzą, żeby zamiast użalać się nad swoją złą sytuacją, pokazywać swoje mocne strony: fundamenty biznesu, planowane inwestycje, olśniewające strategie i takie tam. Swoją drogą, nie trzeba być wielkim specjalistą, aby wymyślić takie rozwiązanie. Mniejsza o to. Nadchodzi sezon facetów na niepogodę.

Takie rzeczy tylko w Erze?

Jadąc dziś do pracy słuchałam radia i szczerze zachwyciła mnie reklama Ery. Trochę pod włos biorąca, gdyż koncept kreatywny opiera się na opowiadaniu przez kilka osób bodajże, “gdzie najbardziej lubią”. Postaci wymieniają, gdzie najbardziej lubią, przekrój miejsc jest zaskakujący, w końcu pada odpowiedź którejś z pań, że najbardziej lubi w… solarium.

Czekamy więc na moment kulminacyjny reklamówki i dowiadujemy się, że chodzi o rozmowy przez telefon. Może się czepiam, ale wyobraziłam sobie opalającą się w solarium kobietę, która… rozmawia przez komórkę. Czy to przypadkiem nie szkodzi??? Przysięgam, dla mnie to absolutna nowość.

Aż chce się rzec - takie rzeczy to tylko w Erze!

E-handel i słaby złoty

Internautów niepokoją wieści o bankructwach sklepów internetowych. Właściciele serwisu Japanfoto.pl zostali zatrzymani przez policję. Tłumaczyli, że zebrali zamówienia i pieniądze za sprzęt fotograficzny, ale w międzyczasie skoczył kurs dolara i stali się niewypłacalni.

Rodzi się pytanie szersze: czy w czasie dekoniunktury sklepy, które już i tak funkcjonowały prawie na zerowej marży przetrwają? A wiadomo, że presja na cenę będzie jeszcze większa. Podobno już od dawna niektóre e-sklepy nie zarabiały na sprzedaży, ale dostawały pod koniec kwartału premię od producenta za ulokowanie towaru na rynku.

Wiele z serwisów e-commerce to mikrofirmy bez zasobów i zapasów gotówki. Kryzys przyspieszy konsolidację rynku. Z drugiej strony dekoniunktura pcha konsumentów do internetu, bo tam jest po prpostu najtaniej.  Niektórzy wykorzystają swoją szansę. Oby uczciwie.

Dajcie mi święty spokój?

Na międzynarodowych portalach poświęconych reklamie i kreacji, m.in Ads of the world, pojawiają się czasem ciekawostki, mało widoczne w naszym kraju. Udało mi się tam znaleźć bardzo fajną pracę wykonaną dla firmy Spanco. Pod pracą podpisana jest agencja: Cichobądź.

Nic mi o takiej agencji nie było wiadomo, ale postanowiłam ja odszukać, co, muszę przyznać, łatwe nie było. Okazało sie, że założył ją Urai Muga (udało mi się  w Google znaleźć tylko tyle, że jest art directorem z Polski, nic poza tym), który kiedyś tam wymyślił sobie, że będzie pracował tylko po znajomości. Dołączyli do niego znajomi i tak się zaczęło.

Początek prawie zwyczajny, ale potem już zwyczajnie nie jest. W mailu od agencji dostałam prośbę, podpisaną przez niejaką Kate, cytuję: “I choć to wbrew porządkowi w świecie zmuszona jestem prosić o niepisanie, niedociekanie, niemówienie o nas nikomu kto cokolwiek może mieć z reklamą wspólnego”.

Dziwne i intrygujące!

Próżność jednak bywa silniejsza niż chęć zachowania incognito. Prace Cichobądź są “dyskretnie” przez ich twórców umieszczane, gdzie tylko się da, więc w sumie łatwo im kibicować.

Na Obamę

Surfując po necie natknęłam się na kolejny “przemówieniowy” spot ING Banku. Tym razem Marek Kondrat parodiował przemówienie Baracka Obamy. Pomijając całkowicie koncept kreatywny, który w moim odczuciu jest dosyć letni, przejdę do dwóch myśli kiełkujących w mojej głowie po obejrzeniu reklamówki.

Po pierwsze - co za dużo, to niezdrowo. Powielanie w nieskończoność jednego pomysłu (w tym przypadku przemówieniowego) na rozmaite sposoby też ma granice. To co śmieszyło kiedyś nie będzie śmieszyć wiecznie. Sławetne orędzia reklamujące lokatę 8 proc. naprawdę były dobre. I zabawne, i dobrze napisane, i miało to jakiś ciąg logiczny. W zderzeniu z nimi kompletnie nie rozumiem spotu “Zmiana”, bo tak chyba się zwie.

Po drugie - wyczuwam tu ewidentnie parodię przemówienia Obamy. Tylko po co? O ile jestem w stanie zrozumieć, że w USA ktoś mógłby zrobić reklamę parodiującą wystąpienie Obamy, o tyle w naszym kraju wydaje mi się to mało zasadne. Na rodzimym podwórku znalazłoby się dużo postaci godnych parodiowania, w przypadku niektórych za listy dialogowe mogłyby służyć po prostu ich wypowiedzi i byłoby to bardziej czytelne dla rodaków.

Ojciec Rydzyk zarabia nawet przez internet

Ojciec Tadeusz Rydzyk ma niesamowity zmysł do robienia biznesów. Nie wystarcza już radio, uczelnia oraz poszukiwanie źródeł wód geotermalnych. Rydzyk postanowił iść z duchem czasu i sprzedawać wykłady przez internet. Jak podaje dzisiejszy “Dziennik”, w ocenie niektórych specjalistów może to być prawdziwa “żyła złota” - inwestycje stosunkowo niewielkie i jednorazowe, a możliwości spore. Potencjalna grupa docelowa tego produktu - m.in. młodzi emeryci - chcą poszerzać swoją wiedzę. Dyskusyjną kwestią pozostaje poziom edukacyjny internetowych wykładów.

Nowy biznes ojca Rydzyka pokazuje, że nie wszyscy boją się kryzysu, a wręcz przeciwnie - potrafią w tym okresie nawet zarobić. W jego przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie, że “pieniądz robi pieniądz”. Może warto, aby ojciec Rydzyk zaczął doradzać ministrowi gospodarki? Berety staną się obowiązkowym elementem stroju, ale przynajmniej portfele nie będą puste.

Banki bez rebrandingu

Wiele działających w Polsce banków deklaruje, że rzeczywiście kryzys przyszedł i dlatego rezygnują z kosztownego rebrandingu. Na czele tego chóru jest Pekao SA i BZ WBK. Pekao nie będzie więc, przynajmniej na razie UniCredit Pekao, a BZ WBK nie stanie się AIB Bankiem.

Notabene - AIB Bank ma kłopoty wizerunkowe w Irlandii - dość jednoznacznie kojarzy się z kłopotami finansowymi - więc bardziej prawdopodobne, że Irlandczycy sięgną po polskie logo. Gdzie te czasy, gdy Pierwszy Polsko-Amerykański Bank przepoczwarzał się w Fortis Bank, a LG Petrobank w Nordea Bank Polska? Teraz tylko niewielki Bank Współpracy Europejskiej będzie Meritum Bankiem.
Oszczędności brandingowe banków to zła wiadomość dla agencji reklamowych. Pamiętamy czasy, gdy na “rebrandingu” banków można było nieźle zarobić. Jeszcze nie tak dawno wystarczyło dorysować pomarańczowe kółko do logotypu PKO BP, albo odstawić na bok podstawowe zasady nowoczesnej grafiki i podretuszować logo Kredyt Banku i klient agencji był zadowolony.
Kryzysowy zdrowy rozsądek dziś podpowiada bankowcom, że nie warto zmieniać barw i nazw. W czasie spowolnienia lepiej kojarzyć się  jako polska instytuacja. Bo polskie finanse też dotknął kryzys, ale ponoć ciągle łagodniejszy niż na rynkach zagranicznych inwestorów naszych instytucji finansowych.

Ballada o wypluwaniu zębów

Dawno w telewizyjnych blokach reklamowych nie widać było niczego równie obrzydliwego, jak reklama pasty do zębów Paradontax. Na pewno była to reklama niskobudżetowa, bo cała fabuła koncentruje się na ujęciu umywalki, do której co chwila ktoś spluwa. W plwocinach jest krew, malowniczo układająca się w ostrzegawcze napisy, które mają skłonić do natychmiastowego sięgnięcia po reklamowaną markę. Dla nieprzekonanych jest finał – w umywalce ląduje zakrwawiony ząb.

Oczywiście, można powiedzieć, że to twórcza odmiana po wszystkich reklamach past wybielających, gdzie piękni ludzie z dumą prezentują błyszczący garnitur zębów bez żadnych ubytków. Poniekąd to prawda. Trudno mi “od ręki” powiedzieć, który spot dotyczył której marki, bo są do siebie podobne jak bracia Kaczyńscy (nawet uwzględniając pieprzyki lub ich brak). Ale przynajmniej po  żadnej z nich nie mam ochoty rozstać się z dopiero co spożytym posiłkiem. Wiem za to na pewno, że nie mam ochoty na Paradontax.