Panie przodem (w internecie)

Panie to już ponad połowa użytkowników internetu - przypomina na progu Bożego Narodzenia “Puls Biznesu”. Wprawdzie autor tekstu nie podaje źródła tych wyliczeń, ale przed świętami można mu uwierzyć na słowo. Nie wyjaśnia też, czy chodzi o populację Polski, czy globu, ale co tam. Faktem jest, że moje codzienne współuczestniczenie w życiu kobiet (piszę: współuczestniczenie, by nie powiedzieć “behawioralnie” - codzienna obserwacja kobiet) potwierdza, iż kobiety coraz bardziej cenią sieć. I to już nie tylko za serwisy typu edziecko.pl czy ugotuj.pl, ale i coraz wyraźniej sprofilowane blogi i witryny. Nadchodzi czas internetowych akcji marketingowych kierowanych bezpośrednio do płci pięknej.
“Puls Biznesu”, za Rafałem Oraczem, dyrektorem CR Media Consulting , a ten za Hollisem Thomasesem i witryną ClicZ przypomina siedem praw marketingu kobiecego:

1. Pozwól sprawdzić.
2. Daj poczucie kontroli.
3. Chroń prywatność.
4. Dopasuj treść.
5. Dopasuj czas.
6. Nie przesadź z fajerwerkami.
7. Miej świadomość ograniczeń.

Nie skończyłem żadych studiów w ramach programu Gender i nie wybieram się na takie kursy, ale tak na pierwszy rzut oka widać, że może to być również siedem praw marketingu męskiego. I każdego innego zresztą też. Ale skoro panie to już ponad połowa użytkowników internetu, to dajmy im pierwszeństwo.

Gorzej być nie może

Zapewne idąc za ciosem, lecz w odwrotną stronę “Przekrój” wymyślił plebiscyt na najtragiczniejszych. Przyznam, że czytając uzasadnienia poszczególnych kategorii (http://www.przekroj.pl/publicystyka_chacinski_artykul,3751.html) umierałam ze śmiechu - zważywszy na nadmuchaną powagę plebiscytów przez “Przekrój” parodiowanych, osiągnąć porównywalny poziom antypatosu to nie lada sztuka.

Uzasadnienia tragiczności rozbrajają. Kategorie tragiczności zaskakują - tu moja ulubiona, lecz całkiem absurdalna kategoria “tragiczny Mroczek”, w której zwyciężył Marcin. Są też kategorie racjonalne i racjonalnie uzasadnione - w przypadku kategorii “tragicznego w marketingu” trzeba przyznać, że uhonorowanie nim Krzysztofa Zanussiego nie jest bezzasadne - w uzasadnieniu słyszymy bowiem: nakręcił film „Serce na dłoni” reklamowany drugoplanową rolą Dody. Obraz wielkiego reżysera tym razem dokładnie podzielił publiczność. Fani Zanussiego nie poszli nań, bo nie znoszą Dody. Publiczność Dody – bo nie znosi Zanussiego.

W czasach wszechobecnego lukru i pstrzących się brokatem sukni pań prowadzących gale, zobaczyć Bartosza Chacińskiego (autora plebiscytu) w czerwonej koszulce z napisem “Bo we mnie jest sex” to osobliwe doświadczenie. Gali rozdania nagród nie będzie.

Minusy Plusa, czyli z życia klienta Polkomtela

W minionym tygodniu miałam wątpliwie przyjemną wizytę w firmowym salonie Plus GSM. Tym jednym z głównych w Warszawie, zlokalizowanym w siedzibie hotelu Marriott.
Przyznam szczerze, że zwykle gdy tam wchodzę – a czynię to regularnie opłacając rachunki za abonament – dostaję białej gorączki. Stan ten wywołuje u mnie szybkość, z jaką obsługiwani są klienci. I rzesze tłumów siedzących na kanapach i niecierpliwiących się. Trauma jednym słowem.
Tym razem czekało mnie odsiedzenie swojego, bo inny niż zwykle był cel mojej wizyty. Postanowiłam aktywować usługę iPlus i przedłużyć umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych.
Tak jak nakazuje panujący w salonie Plusa zwyczaj, wzięłam numerek. A jako że umowa miała dotyczyć klienta biznesowego, wybrałam kwitek do konsultanta obsługującego firmy. Gdy maszyna wypluła już kwitek z numerkiem nawet się ucieszyłam. Okazało się, że jestem trzecia w kolejce oczekujących do obsługi. Moja radość dość szybko prysnęła niczym bańka mydlana. Czekałam blisko godzinę zanim zostałam wezwana.
W czasie oczekiwania miałam jednak okazję poobserwować zachowania aktualnych bądź potencjalnych klientów operatora oraz pracę kilkunastu konsultantów.
Interesanci nie kryli swojego niezadowolenia. Wielu zrezygnowało i opuściło salon nie doczekawszy „wywiadu face to face” z Plusowym konsultantem. Odniosłam przy tym wrażenie, że Plusowi chyba średnio zależy na klientach. Na kilkanaście stanowisk do obsługi klienta (zarówno indywidualnego jak i biznesowego) co najmniej kilka było pustych. Na ich biurkach widniały tabliczki głoszące, że „stanowisko jest nieczynne”. Przy kolejnych siedzieli konsultanci, ależ i owszem. Nie obsługiwali jednak nikogo, grzebiąc w komputerach. Inni uskuteczniali wędrówki ludów na zaplecze salonu. A było ok. g. 17 – a więc pora kiedy ruch może być nasilony, bo wiele osób właśnie wraca z pracy i postanawia załatwić swoje sprawy. Przed pracą raczej w przypadku Plusa nie ma szans, bo od lata tego roku Polkomtel zmienił godziny urzędowania. Otwarcie punktów obsługi przesunięto z godz. 8 na 10.
Wreszcie zostałam wezwana. Przywitała mnie z pozoru miła i sympatyczna pani. Powiedziałam o co chodzi, przedstawiając dość szczegółowo co konkretnie mnie interesuje, by zaoszczędzić sobie kilkunastu minut wywodu na temat oferty Plusa.
Pani poprosiła o dokumenty, więc wyjęłam dowód. Powiedziała że to nie wystarczy. Jako klient biznesowy powinnam mieć przy sobie także dokumenty związane z prowadzoną działalnością, czyli wpis do ewidencji, regon i NIP. Więc ja jej na to, że wcześniej telefonowałam do działu obsługi klienta i konsultant w rozmowie telefonicznej przekazał, że jako kilkuletni już klient tej sieci mogę przedłużyć umowę o usługi telekomunikacyjne oraz zawrzeć umowę o iPlusa przedstawiając jedynie dowód osobisty. Na to konsultantka z salonu, żebym nie słuchała tego co mówią w telefonicznym Biurze Obsługi Klienta, bo oni tam nic nie wiedzą; a poza tym rotacja na stanowiskach telekonsultantów jest tak duża, że nie nim zdążą się nauczyć wszystkiego, już ich nie ma.
Pani pogrzebała w systemie i stwierdziła, że jednak możemy zawrzeć umowy bez dokumentów dotyczących działalności. Wydrukowała masę papierów, po podpisaniu których odesłała mnie na kanapę – trzeba czekać. Nie wypuszczą mnie z salonu i nie dostanę netbooka oraz telefonu i podpisanych umów, dopóki usługa iPlus nie zostanie aktywowana. Miało to potrwać co najwyżej kilkanaście minut. Czekam kwadrans nic. Mija godzina – nic. Kolejne pół – znów nic.
Pani w końcu macha ręką i przywołuje mnie do siebie.
Nareszcie. Mam. Działa bez zarzutu. Póki co. Ale swoje odczekać musiałam i ponownie do salonu Plusa tak prędko się nie wybiorę.

Cenka opadła

Parę dni temu wpadła mi w ucho reklama radiowa Euro RTV AGD, w której to Azjata uczy się wypowiadać zwrot: “szczęka opada”, a że idzie mu to nieudolnie ostatecznie wychodzi na to, że nie “szczęka” a “cenka”. Na tej pomyłce opiera się koncept kreatywny promujący sieć Euro, który w swojej błogiej prostocie… naprawdę bawi.

Trochę inaczej sprawa ma się z tą sama kampanią prowadzoną m.in. na autobusach, bo tam szczęka opada łosiowi. I tu już robi się problem, bo jeśli ktoś nie słyszał wersji radiowej - stopień absurdu (łoś z opadającą szczęką w towarzystwie hasła “cenka opada”) może być uciążliwy.

Rozumiem, że poprawność polityczna zakłada nieumieszczanie przedstawicieli konkretnych nacji na przykład na billboardach, bo może być to źle odebrane, ale spójność przekazu reklamowego też jest ważna. Jeśli azjata sepleni w spocie hasło reklamowe i na tym budowany jest przekaz, to nie można na obrazku pokazać łosia. A jeżeli w spocie nie Azjata sepleni, lecz łoś… to już kompletna klapa, bo nie sądzę, aby komukolwiek wydawało się, że łosie przemawiają ludzkim głosem. No, chyba, że w noc wigilijną. Czy tu jest pies pogrzebany?

Koniec świata samochodów

Koniec świata samochodów wieszczy dziś na czołówce “Dziennik”. “Będziemy świadkami reakcji łańcuchowej: problemy firm motoryzacyjnych przełożą się m.in. na reklamę i sport”, “Fabryki aut w stanie śmierci klinicznej”  - pisze gazeta. Sprzedaż największych koncernów spada gwałtownie. W październiku br. rosła sprzedaż samochodów tylko w Finlandii (+71,8 proc. vs. X 2007 r.), Polsce (+10,7 proc.) i Czechach (+2 proc.). Ale źle za chwilę będzie i u nas.

Co będziemy robić, gdy jazda samochodem nam się znudzi? Jedną z możliwych odpowiedzi daje “Rzeczpospolita”: Polacy coraz chętniej kupują duże telewizory. Co trzeci odbiornik kupiony w br. w polskich sklepach będzie miał przekątną powyżej 39 cali. Pewnie będziemy więc oglądać telewizję - nawet, gdy program będzie nudny i zostaną nam jedynie bloki reklamowe - zapewne pełne spotów motoryzacyjnych.

24-godzinne procesy dla dziennikarzy?

Prawo i Sprawiedliwość ostrzy sobie zęby na dziennikarzy. W Sejmie pojawił się projekt zmian prawa prasowego, przygotowany przez PiS. Jak podaje dzisiejsza “Rzeczpospolita” projekt wprowadza zmiany w statusie sprostowań, m.in. jeśli redakcja odmówi publikacji tzw. “odpowiedzi” czeka ją szybki i niejawny proces. Jednak PiS nie jest taki do końca zacięty i postanowił “na osłodę” zaproponować zniesienie kar więzienia za pomówienia.

PiS twierdzi, że ustawa rozpocznie dyskusję nad dekomunizacją prawa prasowego. Będzie także chroniło bohaterów tekstów przed publikacjami niezgodnymi z prawdą. Wydaje się jednak, że nowy projekt ma służyć przede wszystkim politykom tej partii, którzy widząc wszędzie wroga każdy materiał redakcyjny traktują jako atak. Do tego niesprawiedliwy. Czy kolejną propozycją PiS będzie cenzura tekstów?

E-zakupy oszczędność czasu i nerwów

Sklepy internetowe, według doniesień dzienników, przeżywają oblężenie. Polacy coraz bardziej przekonują się do tej formy robienia zakupów.

Według szacunków firm badawczych obecnie już co trzeci Polak kupuje przez internet, a same e-sklepy w okresie przedświątecznym osiągają nawet ponad 100 proc. wzrosty przychodów.

Trudno się też dziwić konsumentom, że wolą w zaciszu swoich ciepłych mieszkań poświęcić się kupowaniu prezentów, a nawet masy produktów spożywczych. Traumatyczne przeżycia z weekendowych odwiedzin w hipermarkecie mogą trwale zniechęcić do tej formy nabywania produktów. Wygoda i cena są głównym czynnikami, na jaki powołują się respondenci badania D-Link.

Teraz tylko pozostaje mieć nadzieję, że zakupione prezenty zdążą dotrzeć przed pierwszą gwiazdką. Słabym ogniwem idealnego planu zakupowego pozostają kurierzy, którzy mogą nie zdążyć z dostarczeniem wymarzonych prezentów, ale do tego chyba już się Polacy przyzwyczaili.

Rewolucja po polsku

Sprawa dotyczy sieci Play, a dokładnie reklamy wykorzystującej wizerunek Che Guevary a la Święty Mikołaj. Św. Mikołajem Guevara nie był na pewno. Zdania na temat nowego pomysłu sieci są podzielone. Jedni, jak choćby organizacja Koliber, wszczynają protesty, bo uważają, że nie należy postaci Ernesto gloryfikować i lansować na idola. Inni - tu prześledziłam wątek na jednym z portali networkingowych - nie mają zupełnie nic przeciwko, gdyż uważają, że to taki cudzysłów, zaś postać Guevary jest ikoniczna i odczłowieczona.

Mnie osobiście brakuje tu spójności. Bo jeśli Che ma występować w roli św. Mikołaja to jednak jest to moim zdaniem pomyłka. Ze wszystkim Guevara może mi się skojarzyć, ale z dobrodusznym dziadziem rozdającym prezenty - niestety nie. Miało być z pazurem, jak się domyślam…

Rewolucja po polsku.