Sezon na optymistę

Gazety rozpisują się dziś na temat wzrostu płac - okazuje się, że w lipcu przeciętne wynagrodzenie w firmach wzrosło o 11,6 proc., co daje kwotę 3229 zł. Co więcej, zatrudnienie wzrosło o 4,7 proc. Super?

Zdaniem ekspertów wypowiadających się do owych gazet podwyżki płac związane są m.in. z tym, że przedsiębiorcy nadal mają trudności z zatrzymaniem w swoich firmach pracowników i pozyskiwaniem nowych, szczególnie w budownictwie i usługach. To akurat zrozumiałe - gros specjalistów siedzi już na Wyspach i nie pali się do powrotu. Apogeum szaleństwa przeżyłam na własnej skórze, gdy koleżanka szukała dobrej ekipy remontowej, a w efekcie nie znalazła żadnej, nawet złej. Oczekiwania panów “remonciarzy” były tak kuriozalne, że poddała się i postanowiła przeczekać. Czeka nadal.

Wzrost płac bez wątpienia cieszy obywateli. Nie wspomnę już o szacunku, który nabywa pracodawca do pracownika w świetle doniesień o problemach z zatrzymaniem człowieka w firmie czy rekrutacji kogoś nowego. Choć tu mocno się zastanawiam, bo od razu przychodzi mi na myśl inna koleżanka, która przeciętnie 3 razy w tygodniu rzuca “tę cholerną robotę”, a prezes dzień w dzień zasypuje ją gradem pretensji (bo nie dosypia, bo ma dziecko małe) niekoniecznie jej należnych. Pracy nie rzuciła, prezes nie przestał utyskiwać. O tym, aby dostała podwyżkę, nie słyszałam.

Jak zawsze i od początku świata - jednym się polepsza, innym nie. Miło jednak przeczytać, że coś ma tendencję wzrostową, nie spadkową, szczególnie zaś płace. Choć oczywiście część gazecianych ekspertów twierdzi, że korzystna z punktu widzenia pracowników sytuacja na rynku pracy będzie się pogarszać. Cóż, żyjemy w kraju optymistów…



dodajdo.com

Dyskusja - Zostaw komentarz