W publicznej TV bez zmian
SLD nie pomoże PO w przejęciu kontroli nad publicznymi mediami. Nieformalny sojusz postkomunistów z PIS obroni prezesury Urbańskiego i Czabańskiego, przynajmniej do czasu, gdy SLD otrzyma od PO propozycję udziału w medialnych łupach i otworzy furtkę do remanentu w Polskim Radiu i TVP.
Na razie kompromisu między misją a oglądalnością szukają namaszczeni jeszcze przez poprzednią ekipę włodarze publicznych mediów.
A jak donosi dzisiejszy “Dziennik”, owocem tego kompromisu może być np. wprowadzenie do jesiennej ramówki Jedynki “Singielek”, nowego reality show. W programie, opartym na skandynawskiej licencji, przebojowe samotne Polki wybierałyby sobie mężów. Zarząd stacji ma jednak dylemat, czy nie urządzi z TVP biura matrymonialnego. Obawy równoważy na szczęście przekonanie, że program miałby dużą społeczną wartość.
Pewnie nawet większą niż “Gwiazdy tańczą na lodzie”, na który warto było wydać pieniądze z abonamentu (bo uczy ludzi tańczyć - uzasadniła TVP2), a przygotowywana jest już kolejna edycja tego show. Oprócz jurorki Dody Elektrody ma w niej wystąpić Jola Rutowicz, kuriozalna uczestniczka “Big Brothera”, znana z anteny TV4. Tym razem, oprócz uczenia ludzi tańczyć, stacja wyraźnie postawiła więc na misję wyrównywania nierówności społecznych (5 minut z Jolą to próba tolerancji dla każdego widza z maturą) i dowartościowania odbiorcy.
Trudno powstrzymać się od ironii, ilekroć mowa o ramówkowych planach publicznej telewizji. Jak długo jeszcze jej domeną pozostanie lawirowanie między misją a komercją i co gorsze - niezależnością a upolitycznieniem? Gdyby PO zdołała to zmienić, zapisałaby się złotymi zgłoskami w historii polskich mediów. Nie wiadomo, czy tak naprawdę ma na to ochotę, wiadomo, że na razie nie ma szansy.

Dyskusja - Zostaw komentarz