Metro odjechało, ale znów na pusto

Wczoraj unieważniono przetarg na budowę drugiej linii metra. Do Euro 2012 nie powstanie kolejny odcinek między Rondem Daszyńskiego a Dworcem Wileńskim. Ekonomiści z zespołu doradców Unii Europejskiej Jaspers stwierdzili, że 6 mld zł za 6 stacji to kwota wzięta z księżyca. Wycenili realny kosztorys na 2,8 mld zł, to ponad o połowę taniej.
Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz unieważniła przetarg, bo uważa, że ekonomiczna stopa zwrotu tej inwestycji byłaby za niska. Gdyby powstała druga linia metra za tę cenę, to Warszawa straciłaby dotacje z UE. Kolejny przetarg ma się odbyć we wrześniu, ale przez to czas budowy ma się wydłużyć o 45 miesięcy. Pytanie tylko, czy i ten przetarg zostanie rozstrzygnięty.
W ten oto sposób warszawiacy z praskiej strony Wisły poczekają jeszcze na podziemne podróże bardzo szybką kolejką. Pozostaje im jazda ikarusami bez klimatyzacji albo tramwajami także pozostawiającymi wiele do życzenia.

Jak to z Cyprem jest i było

Sprzedaż udziałów AWR „Wprost”, a następnie Polsatu spółkom zarejestrowanym na Cyprze wzbudza wiele emocji. Cypr kojarzony jest jako raj podatkowy, stąd prosta droga do następnego skojarzenia, że obie nasze spółki mediowe coś kombinują, chcą wykiwać polskie urzędy i zaoszczędzić kupę szmalu.

Dzisiejsza „Gazeta Prawna” (31 lipca) zamieszcza ciekawą rozmowę na ten temat z Jarosławem Kozińskim, partnerem w Ernst & Young. Wyjaśnia on na przykładzie Polsatu, na czym polega mechanizm przenoszenia udziałów na Cypr, a co najważniejsze, mówi, że wszystko dzieje się bez tajemniczej woalki.

Cypr nie jest już rajem podatkowym (a był nim jakiś czas temu), ale oferuje - wyjaśnia ekspert - korzystne rozwiązania podatkowe i jednocześnie kraj ten jest akceptowany przez międzynarodową społeczność jako ten, z którym można prowadzić normalny obrót. Nie jest szkodliwy, ale jest konkurencyjny.

Wniosek jest taki, że AWR „Wprost” i Polsat sięgnęły zatem po powszechny zabieg przy budowaniu wartości spółki przed jej sprzedażą, przenosząc udziały za granicę.

Dziwna strategia platformy TVP

TVP powraca do tematu własnej platformy cyfrowej - pisze “Rzeczpospolita”. Marcin Bochenek, członek zarządu TVP, nadzorujący nowe technologie, jest optymistą. Deklaruje, że projekt może ruszyć w 2009 r. Platforma TVP z innymi konkurentami, Cyfrą Plus, Cyfrowym Polsatem i N, zamierza konkurować… ceną i dodatkowymi usługami typu VoD (wideo na żądanie). Nawet średnio zorientowany obserwator rynku platform cyfrowych dostrzeże, że taka strategia nie może porażać i konkurentów w bezsenność nie wpędzi. Od lat uczestnicy tego rynku konkurują właśnie i ceną, i ofertą. Zjedli na tym zęby, podczas gdy TVP dopiero ostrzy sobie mleczaki. Usługa VoD, choć może nie trafiła jeszcze pod strzechy, jest coraz bardziej powszechna i w oparciu o nią TVP innych graczy nie zdystansuje. Wygląda więc na to, że standard strategii platformy cyfrowej TVP doskonale wpisuje się w inne standardy biznesowe nadawcy publicznego, z polityką programową anten na czele. Kierownictwo TVP deklaruje, że nowa platforma może być rentowna za 7-10 lat. Rzekłbym - to wstrzemięźliwy optymizm. Bo kto wie, jak będzie wyglądać rynek telewizyjny za mniej więcej dekadę? Czy widz i reklamodawca opowiedzą się raczej za satelitą, czy za internetem? Coś mi się zdaje, że jeśli nadawca publiczny ma tylko takie skromne idee związane ze swoim nowym cyfrowym biznesem, to za 10 lat dekodery platformy TVP znajdziemy raczej obok prototypu samochodu Beskid czy megakomputera Odra w Muzeum Techniki w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki niż w coraz bardziej zaawansowanych technologicznie polskich domach. A sam pomysł na platformę TVP ujawniony mediom przekonuje, że kadry menedżerskie przy ulicy Woronicza najwyższy czas przewietrzyć.

Majdan i Świerczewski - krótkie turnee w Mielnie

Od dwóch dni możemy obserwować “spektakl multimedialny” z piłkarzami Radosławem Majdanem (byłym bramkarzem reprezentacji i mężem Dody) i Piotrem Świerczewskim (byłym defensywnym pomocnikiem reprezentacji, poza boiskiem zapamiętanym raczej jako napastnik) w rolach głównych. Telewizja, internet, radio i prasa prześcigają się w relacjonowaniu tego, co zdarzyło się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Mielnie i jaka kara może spotkać nadaktywnych fizycznie sportowców, trenujących nocą poza obiektami sportowymi. Przypomnę, że takie nocne treningi to w ich przypadku już recydywa.

W jednym wszystkie relacje mediowe się zgadzają: w Mielnie dwaj piłkarze pobili policjantów. Nawet w tak smutnej wiadomości można doszukać się jednak pozytywnych elementów. Tu są dwa. Po pierwsze, skoro pobili policjantów, i to - jak relacjonują media - szybko i skutecznie, choć działali w częściowym znieczuleniu alkoholowym, dowiedli, że ciągle są w formie i nie powinni o nich zapomnieć ani trenerzy reprezentacji Polski, ani Polonii Warszawa. Czesław Michniewicz, główny strateg polskiego futbolu, zasugeruje pewnie, by przesunąć ich jednak na inne pozycje niż bramkarz i pomocnik. Po drugie, Majdan i Świerczewski to pierwsi od dawna piłkarze zatrzymani za rozbój, a nie za udział w aferze korupcyjnej w polskiej piłce.

Niemniej jednak policjantom i innym uczestnikom bójki w hotelu w Mielnie szczerze, bez cienia ironii, współczuję tej niespodziewanej konfrontacji z lepiej przygotowanymi fizycznie krewkimi futbolistami.

Droga ta olimpiada

Olimpiada w Pekinie jeszcze się nie zaczęła, a koszty jej przygotowania - jak podaje dzisiejsza “Rzeczpospolita” - wynoszą już 22 mld dolarów. A to jeszcze nie koniec. Kilka dni temu na ulice Pekinu wylęgło się ponad… 40 mln kwiatów doniczkowych, które mają upiększyć miasto. Być może jest to pewien sposób zadośćuczynienia dla kibiców, turystów i samych sportowców za ten smog unoszący się w stolicy Państwa Środka?

Ta suma wydaje się kosmiczna, tym bardziej że początkowo zamierzano na imprezę wydać ok. 1,6 mld dol., a zysku miało być 27 mln, jednak na dziesięć dni przed rozpoczęciem igrzysk nikt o zyskach nie wspomina. Bo nie ma po co. Ale nie w tym rzecz. Chiny dzięki imprezie chcą otworzyć się na świat. Jestem przekonany, że zależy im także na “dobrym słowie”. Wydaje się jednak, że najważniejszym celem będzie pokazanie się, że Chiny chcą uczestniczyć w sprawach globu.

Olimpiada, oprócz środków finansowych z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, korzysta także ze sprzedaży praw do transmisji TV (ok. 53 proc.), biletów i sprzedaży pamiątek. Ogromne wpływy finansowe dają także sponsorzy (34 proc.), którymi są m.in.: Visa, Panasonic, Samsung czy McDonald’s. Co więcej, komitety organizacyjne olimpiady mają też własnych sponsorów. Chiny mają ich 35 i z tej współpracy uzyskały łącznie miliard dolarów. A zatem kapitał na przygotowanie igrzysk w Pekinie jest duży i pozostaje tylko cierpliwie czekać do 8 sierpnia.

Cieszymy się!

Jak odnotował GUS, pogarszające się od kilku miesięcy nastroje konsumentów… przestały się wreszcie pogarszać. Wskaźnik ufności konsumenckiej poszedł w górę o 0,7 pkt proc. w porównaniu z czerwcem i wyniósł 7,9. W lipcu wzrosła chęć do robienia zakupów, zwiększyła się nasza skłonność do oszczędzania, a sytuacja finansowa gospodarstw domowych jest ponoć coraz lepsza.

Nie może być jednak zbyt kolorowo i zawsze coś musi być na “nie”. Badane przez GUS gospodarstwa domowe obawiają się spowolnienia gospodarczego i wzrostu bezrobocia. To zaś może pociągnąć za sobą ograniczenie szastania pieniędzmi i kupowania np. sprzętu AGD, samochodów czy mieszkań.

Można powiedzieć, że jest nam lepiej. Miejmy nadzieję, że z miesiąca na miesiąc będzie coraz lepiej i już niedługo dołączymy do grona szczęśliwych i spokojnych społeczeństw, które z trwogą w przyszłość nie patrzą… Brzmi nieprawdopodobnie? Za każdym razem, gdy podjeżdżam na stację benzynową, wszelki hurraoptymizm znika bez śladu. Nie traćmy jednak nadziei. W myśl zasady: “what goes up must come down”, ceny benzyny też w końcu kiedyś spadną…

Szybka kolej szybko się rozwija

Ropa drożeje każdego dnia więc zainwestujmy w szybką kolej! Oto pomysł na rozwiązanie problemów związanych z transportem, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Pociągi wracają do łask. Bardzo mnie to cieszy, bo osobiście jestem zagorzałym entuzjastą podróży po torach.

Pociąg jest najbardziej paliwooszczędnym i najmniej toksycznym środkiem transportu. Przekonuje to inwestorów, którzy coraz chętniej wykładają pieniądze na budowę sieci kolejowych. W samej Europie do 2010 roku ma przybyć 6 tysięcy kilometrów torów dla szybkich kolei. Chiny nie chcą być gorsze i planują położyć 10 tysięcy kilometrów. Brzmi rewelacyjnie dla tych, którzy mają za co podróżować.

Rozwój szybkiej kolei to także gratka dla przedsiębiorstw kurierskich i firm przewozowych. FedEx chce przerzucić część europejskich przewozów cargo z samolotów na szybką kolej. Linie lotnicze, widząc masowy odpływ pasażerów do pociągów kursujących na krótkich trasach europejskich, myślą teraz raczej o współpracy niż o konkurencji. Z początkiem lipca Air France ogłosił, że rozpoczął rozmowy z Veolią, jednym z największych prywatnych operatorów kolejowych w Europie, na temat wspólnego działania. Zamiast przesiadać się do kolejnego samolotu, pasażerowie kontynuowaliby podróż koleją.
Coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na tańszy transport kolejowy. J.B Hunt, jeden z potentatów na amerykańskim rynku przewozowym, ogłosił właśnie, że ograniczy transport samochodowy na rzecz kolejowego.

Tak jak w XIX wieku ludzie cieszyli się z parowozu, tak i my powinniśmy być zadowoleni z rozwoju szybkiej kolei w XXI. Kibicuję mądrym pomysłom i chwalę tych, którzy finansują takie projekty.

Lektorzy pójdą w odstawkę?

Jeszcze dziesięć lat temu nie wyobrażaliśmy sobie oglądania filmu bez towarzystwa lektora tłumacza. Jednak jak podaje dzisiejszy “Dziennik”, ta sytuacja ulegnie zmianie, a napisy w anglojęzycznych formach pomogą Polakom szybciej opanować angielski. Jak zapewniają metodycy, dzięki biernej nauce dzieci przyswoją sobie język obcy jak ojczysty, a dorośli nauczą się nowych zwrotów.

Obecnie w polskiej telewizji tendencje do napisów są sporadyczne, a tradycyjnym sposobem tłumaczenia filmów, zarówno w telewizji publicznej, jak i prywatnej, jest czytający dialogi lektor. Według specjalistów przeciętny Polak spędza przed telewizorem kilka godzin dziennie, a ponad połowa tego czasu mija mu na oglądaniu filmów bądź programów anglojęzycznych. W skali roku to kilkaset godzin i jak przekonują metodycy nauk języków obcych, taka liczba to ogromny kapitał do wykorzystania. Dzięki metodzie passive learning osoba średnio znająca język jest w stanie opanować setki słówek i utartych zwrotów oraz wielokrotnie zwiększyć zdolność rozumienia ze słuchu.

Osobiście bardzo denerwuje mnie oglądanie filmów z lektorem, a szczególnie kiedy rozumiem, co mówią do mnie po angielsku, a pan lektor nie dość, że wmawia mi zupełnie inne wyrażenia, niż słyszę, to jeszcze się spóźnia i zagłusza dźwięk. Oczywiście nie krytykuję samych lektorów. Uważam, że to świetni fachowcy. Może powinni realizować swoje możliwości w polskich dubbingach?

Mimo wszystko uważam, że ktoś w końcu wpadł na świetny pomysł i wymyślił to, z czym już dawno nas Europa wyprzedziła. A i Polacy szybciej i łatwiej opanują angielski. Pomyślmy sobie: oglądamy całą rodziną “Rambo III”. I nie przeszkadza nam lektor. U dołu - dla chętnych - napisy w języku polskim i wszyscy są szczęśliwi. Każdy zadowolony ogląda film i czyta to, co go interesuje. I nie słucha natrętnego lektora. Czyż to nie piękne?