Homomajonez
Heinz wycofał reklamę majonezu „Deli” ze wszystkich stacji telewizyjnych w Wielkiej Brytanii. Spot można odnaleźć na YouTube (dla leniwych www.youtube.com/watch?v=NrXLlYweows&feature=related). Pokazany w nim pocałunek dwóch mężczyzn wywołał na Wyspach lawinę protestów.
Ofcom (urząd nadzorujący rynek mediów) dopuścił reklamę, pod warunkiem że nie pojawi się w programach przeznaczonych dla dzieci. Co ciekawe, uzasadnieniem były jednak restrykcje dotyczące „zbyt dużej zawartości tłuszczu”. Prawdopodobnie w majonezie. Całujący się geje nie wyglądają na szczególnie otyłych.
Władze Heinza, „szanując opinię konsumentów”, którzy „nie uznali reklamy za zabawną”, zrezygnowały z emisji spotu. Tego kroku nie uznali za zabawny geje ze stowarzyszenia Stonewall. Podkreślili, że są „taką samą mniejszością jak inne” i nie wyobrażają sobie, by reklamę wycofano ze względu na np. „całującą się czarnoskórą parę”. Niewykluczone, że teraz doczekamy się protestów mniejszości etnicznych, które nie będą sobie życzyły zestawiania ich w mediach z gejami.
Czy apel o bojkot do liczącej według „Stonewall” 3,6 mln populacji gejów w Wielkiej Brytanii może jednak wpłynąć na wyniki sprzedaży fasolek, keczupów bądź majonezów? Wojciech Orliński, dziennikarz „Wyborczej”, wielokrotnie powątpiewał na jej łamach na temat skuteczności podobnych akcji. Stwierdził nie bez podstaw, że praktycznie każda z nich budzi kontrbojkot. W większości przekonuje zaś już przekonanych. Najlepiej widać to na rynku amerykańskim. Ktoś, kto podpadł amerykańskim gejom i lesbijkom, „może odnotować wzrost poparcia w stanach południowego pasa biblijnego - i odwrotnie” - zauważa Orliński. Każda strata może więc być skompensowana.
W Europie działa to jednak sporadycznie. Faktem jest, że bojkot duńskich towarów ze strony fundamentalistów islamskich (po karykaturach Mahometa) wywołał kampanię “Buy Danish”. Był to jednak wyjątek. Odbiorcy europejskiej polityki, co przekłada się na stacje TV, są znacznie mniej zróżnicowani niż w USA. W naszych mediach elektronicznych, skierowanych zazwyczaj „do wszystkich”, protest konserwatywnej widowni nie przekłada się na demonstracyjne zainteresowanie się produktem liberałów. Jeżeli podpadniesz Lambdzie, do sklepów nie ruszą też słuchacze Radia Maryja. Dla marketerów oznacza to sytuację, którą starzy górale opisują sentencją „w którą stronę się nie obrócisz, i tak d… z tyłu”.

dzizas, wklejanie klipu z Youtube na bloga nie jest naprawde takie trudne… serio serio;)