Radio powalczy o wizję

Nadawcy radiowi pozazdrościli kolegom z telewizji. Chcą wziąć czynny udział w procesie cyfryzacji polskiego rynku mediowego. Pozwoli im to na wzbogacenie oferty o materiały wideo. Eska już uruchomiła telewizję internetową z teledyskami. Radiowcy powołują właśnie techniczny komitet nadawców, który ma przygotować radiowe małżeństwo dźwięku i obrazu.

Właściciele radiostacji doskonale wiedzą, że ich medium złoty wiek ma już dawno za sobą. Muszą szukać więc nowych dróg - choćby z tego względu, że reklamodawcy dużo chętniej wybierają dziś obecność w telewizji niż w radiu.

Gdy mariaż radia i telewizji stanie się faktem wiele zmieni się na świecie. Na przykład powiedzenie, że ktoś ma “radiową urodę” straci sens. Być może czeka nas skok cywilizacyjny na miarę rewolucji, w której drukarki komputerowe wyparły maszyny do pisania. Być może nasze wnuki nie będą już pamiętać radia bez wizji. A w Muzeum Techniki na widok radioodbiornika będą się dziwić, jak dziś nasze dzieci oglądając na wystawie mechaniczną maszynę do pisania. Dla nas jest to ciągle urządzenie znane z dzieciństwa, dla nich  - zapewne archaiczna klawiatura samokopiująca - przejaw technologicznej ułańskiej fantazji.

Homomajonez

Heinz wycofał reklamę majonezu „Deli” ze wszystkich stacji telewizyjnych w Wielkiej Brytanii. Spot można odnaleźć na YouTube (dla leniwych www.youtube.com/watch?v=NrXLlYweows&feature=related). Pokazany w nim pocałunek dwóch mężczyzn wywołał na Wyspach lawinę protestów.
Ofcom (urząd nadzorujący rynek mediów) dopuścił reklamę, pod warunkiem że nie pojawi się w programach przeznaczonych dla dzieci. Co ciekawe, uzasadnieniem były jednak restrykcje dotyczące „zbyt dużej zawartości tłuszczu”. Prawdopodobnie w majonezie. Całujący się geje nie wyglądają na szczególnie otyłych.

Władze Heinza, „szanując opinię konsumentów”, którzy „nie uznali reklamy za zabawną”, zrezygnowały z emisji spotu. Tego kroku nie uznali za zabawny geje ze stowarzyszenia Stonewall. Podkreślili, że są „taką samą mniejszością jak inne” i nie wyobrażają sobie, by reklamę wycofano ze względu na np. „całującą się czarnoskórą parę”. Niewykluczone, że teraz doczekamy się protestów mniejszości etnicznych, które nie będą sobie życzyły zestawiania ich w mediach z gejami.

Czy apel o bojkot do liczącej według „Stonewall” 3,6 mln populacji gejów w Wielkiej Brytanii może jednak wpłynąć na wyniki sprzedaży fasolek, keczupów bądź majonezów? Wojciech Orliński, dziennikarz „Wyborczej”, wielokrotnie powątpiewał na jej łamach na temat skuteczności podobnych akcji. Stwierdził nie bez podstaw, że praktycznie każda z nich budzi kontrbojkot. W większości przekonuje zaś już przekonanych. Najlepiej widać to na rynku amerykańskim. Ktoś, kto podpadł amerykańskim gejom i lesbijkom, „może odnotować wzrost poparcia w stanach południowego pasa biblijnego - i odwrotnie” - zauważa Orliński. Każda strata może więc być skompensowana.

W Europie działa to jednak sporadycznie. Faktem jest, że bojkot duńskich towarów ze strony fundamentalistów islamskich (po karykaturach Mahometa) wywołał kampanię “Buy Danish”. Był to jednak wyjątek. Odbiorcy europejskiej polityki, co przekłada się na stacje TV, są znacznie mniej zróżnicowani niż w USA. W naszych mediach elektronicznych, skierowanych zazwyczaj „do wszystkich”, protest konserwatywnej widowni nie przekłada się na demonstracyjne zainteresowanie się produktem liberałów. Jeżeli podpadniesz Lambdzie, do sklepów nie ruszą też słuchacze Radia Maryja. Dla marketerów oznacza to sytuację, którą starzy górale opisują sentencją „w którą stronę się nie obrócisz, i tak d… z tyłu”.

Jak Kuba Bogu…

…tak Telekomunikacja Polska SA Urzędowi Komunikacji Elektronicznej. Do tej pory to regulator nakładał na operatora szereg kar i domagał się zapłaty. Dwie największe to nałożona w lutym ub.r. kara 338,97 mln zł za cennik i regulamin Neostrady oraz 100 mln zł z września 2006 r. również za Neostradę. UKE wraz z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożyły na TP SA łącznie ponad 600 mln zł kar. W przypadku tej największej po stronie operatora stanęła Komisja Europejska, która uznała, że Urząd nie powinien ingerować w detaliczny rynek szerokopasmowego internetu.

Tym razem to jednak TP SA domaga się od UKE pieniędzy - dokładnie 220 mln zł - za świadczenie usług powszechnych w ub.r. (jako były operator narodowy jest do tego zobligowana). TP twierdzi, że jest to rekompensata za usługi świadczone poniżej kosztów - ofertę dla najuboższych klientów (plan socjalny) oraz połączenia z automatów telefonicznych.

A co - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie! Ciekawe, ile jeszcze potrwają te przepychanki pomiędzy operatorem a urzędami. A tymczasem TP SA traci klientów stacjonarnych na rzecz konkurencji. Właśnie niedawno usług telefonii stacjonarnej, i to po dość atrakcyjnych stawkach, wprowadziła Era (Polska Telefonia Cyfrowa). Netia, Tele2 i Dialog także nastawiają się na odbieranie klientów TP SA.

TVP nie chce transmitować uroczystości Wałęsy

Lech Wałęsa chce zaprosić plejadę gwiazd na swoje 65. urodziny i 25. lecie otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Jubilatowi ma zaśpiewać m.in. Natalie Cole. Trwają starania o Rolling Stonesów. A Wałęsie jako laureatowi prestiżowego wyróżnienia mają podawać dłonie m.in. Bono, Bob Geldof, ba, nawet Dalajlama.

Otoczenie byłego prezydenta PR stara się, by odchody wielkich wydarzeń na jego cześć transmitowała TVP. A ta się boczy, tym bardziej że miałaby partycypować w kosztach zarówno transmisji koncertu, jak i licencji, czyli zapłacić część honorariów artystów. O tym wszystkim donosi „Dziennik”.

Przygotowania do uroczystości Lecha Wałęsy mają pewnie choć na trochę przymknąć temat TW „Bolka” i pokazać narodowi twarz światowca byłego prezydenta, który świetnie porusza się pomiędzy gwiazdami rocka i duchowym przywódcą Tybetańczyków. Tak jak oni jest po prostu wielki. Tylko TVP nie pozwala mu wystarczająco mocno świecić.

Zabawa w kotka i myszkę w Presspublice

Między udziałowcami Presspubliki, wydawcy “Rzeczpospolitej” i “Parkietu”, dawno nie było takiego konfliktu jak teraz. Obecnie głównym jego powodem jest osoba prezesa Trulsa Velgaarda. PW Rzeczpospolita, przedstawiciel skarbu państwa i właściciel 49 proc. udziałów w wydawnictwie, dąży do odwołania Velgaarda. Natomiast większościowy udziałowiec, czyli Mecom, chce utrzymania swojego człowieka na czele Presspubliki. Kilka tygodni temu pojawiły się już informacje, że Velgaard został odwołany ze swojego stanowiska. Ale tylko na chwilę. Nadzwyczajne zgromadzenie udziałowców ponownie wybrało Velgaarda na prezesa.

Jak podaje dzisiejsza “Gazeta Wyborcza”, Mecom zastosował sprytny wybieg. Przy wyborze nowego prezesa niezbędne jest uzyskanie 80 proc. głosów. W obecnej sytuacji nierealne. Dlatego zwołano nadzwyczajne zgromadzenie , które pozwalało na wybór władz przy 51 proc. głosów poparcia. A takim pakietem Mecom już dysponował. Drugiemu właścicielowi na razie chyba pozostaje się pogodzić z obecnym stanem rzeczy. Jest jednak duża szansa, że skarb państwa pozbędzie się swoich udziałów w Presspublice. Chętnym na mniejszościowy pakiet akcji jest Axel Springer Polska. Być może między Mecomem i Springerem zaiskrzy większe uczucie.

Luksus coraz bliżej, tylko te ceny…

Pomału stajemy się światowi. Wkrótce swoje luksusowe butiki otworzą u nas Kenzo i DKNY. Kenzo już w Polsce debiutował, ale się sparzył (zdaje się, że źle usytuował swój sklep). Dla DKNY to będzie pierwszy romans z Polską. Pod marką Donna Karan New York  będzie można kupić odzież, perfumy i dodatki. Cieszyć  mogą sią także miłośnicy mody włoskiej. W październiku otwarty zostanie butik Marielli Burani. A wszystko wskazuje na to, że swój przyczółek w Polsce utworzy także Tom Ford.

To w jakiś sposób krzepi, tym bardziej, że pamiętam czasy, kiedy główną marką, w którą ubierałam się ja i  pokolenie moich koleżanek był  Hoffland. Z drugiej strony, z pewnością ceny w powstających butikach będą zapierały dech w piersiach, więc znowu po ubrania i dodatki luksusowych marek wyjedziemy za granicę albo będziemy myszkować w sieci.

Szukam pradziadka

Po szale na odnajdywanie przez internet znajomych z podstawówki, gimnazjum, liceum, a nawet oddłubywaniu wątpliwych “przyjaźni” z nauczycielami przyszła nowa era. Znajomi są już passé. Nadeszła moda na familię. Teraz urzęduje się na portalu Moikrewni.pl - nie tylko w poszukiwaniu przodków i odkrywaniu drzewa genealogicznego, lecz przede wszystkim po to, aby dotrzeć do “żyjących” partii rozsianej po globie rodziny. W celu zapoznawczym, naturalnie.

Co następuje potem? Schemat rodem z Naszej-klasy: korespondencja, wreszcie spotkanie w realu. To się chyba nazywa zjazd rodzinny.

Na razie na stronę Moikrewni.pl wejść nie mogę, bo jest błąd serwera (jakoś tak), ale wprost nie mogę się doczekać, kiedy założę tam swój profil. Będę miała wielką rodzinę rozsianą po całym świecie i nobliwych przodków. Mam nadzieję.

Nauka nie poszła w las?

Microsoft startuje z polskojęzyczną wersją portalu MSN.pl. Przedstawiciele koncernu deklarują, że nauczeni doświadczeniem innych amerykańskich gigantów internetowych (mowa o eBayu i AOL), którzy podobnie spóźnieni weszli na polski rynek, ale bez większego powodzenia, stwierdzili, że nie ma się co kopać z koniem (czyli z największymi krajowymi portalami - Onetem, WP czy Interią) i w modelu postawili na rozrywkę oraz wideo.

Z danych Megapanelu PBI/Gemius wynika, że filmiki wideo w sieci sporadycznie lub częściej ogląda jakieś 9 mln na ok. 14 mln rodzimych internautów. Tyle że MSN będzie miał tu do czynienia z taką konkurencją jak YouTube, Google wideo czy rodzima Wrzuta. MSN stawia też na plotki z życia gwiazd show-biznesu. Choć większość z nas pewnie niechętnie się do tego przyzna, to również kontent, który cieszy się rosnącym powodzeniem. Widać to zresztą po wysypie serwisów takich jak Plotek, Pudelek, Kozaczek, Pomponik itp. Tego typu treści MSN-owi będzie dostarczać firma Starlounge (gdy dowiedziała się, że Microsoft uruchamia polską wersję MSN, założyła w Polsce biuro, by mieć lokalne newsy i fotografie).

Jak oceniać szanse powodzenia MSN? Oczywiście na tym etapie trudno kategorycznie wyrokować, jednak przyznam, że mam mieszane uczucia. To prawda, że Microsoft launch (i strategię portalu) przygotował bardziej „z głową” niż wspomniane wyżej AOL czy eBay (któremu jedyne, co obecnie pomaga, to chyba atrakcyjny kurs złotego w stosunku do dolara zachęcający do zakupów za granicą). Nie można też nie doceniać siły koncernu, który, jak wynika m.in. z danych Gemiusa, ma dobrze ponad 90 proc. rynku systemów operacyjnych (90 proc. komputerów łączących się z internetem korzysta z Windows XP, a blisko 7 proc. - z nowszej Visty), jednak moim zdaniem brakuje na MSN jakiejś przełomowej usługi lub funkcjonalności, która stanowiłaby dla przeciętnego internauty bodziec do zarejestrowania się i stałego korzystania z portalu. Na pewno w Microsofcie mają jeszcze nad czym myśleć…